311 – nauka siebie

Znów mnie nie ma. Zniknęłam. Nie istnieję.
Już wiem, że to lęk. To pod nim się rozpływam. Jak poranna rosa wypalona słońcem.
I pustka we mnie przestała być tak pusta, jak była do niedawna.
Spokojny oddech poskramia rozszalałe serce. Bijące na ślep, jakby się dokądś spieszyło. Jakby chciało zdążyć uciec przed śmiercią lub, wręcz przeciwnie, wskoczyć wprost w jej otwartą paszczę.
Uczę się życia, uczę się siebie. Odkrywam po maleńkim kawałeczku. Codziennie. Uparcie. Niestrudzenie.

Podziel się!

173 – wiosenne chwile

Bywają chwile, że naprawdę kocham ten świat. I życie. Promienie wiosennego słońca plączą się w gałęziach. Te zaś, leniwie bujają w rytm wiatru. Delikatnego. Jakże oczyszczającego. Poleciał zeszłoroczny, uschnięty liść. Jeden z nielicznie pozostałych. Zrobił miejsce dla rodzących się następców. Nieuchronnie zbliża się do wybuchu. Eksplozja siły, której nic nie powstrzyma. Życia.
I nawet komputer-rzęch nie jest w stanie wytrącić mnie z równowagi. To moment radości. Błogostanu. Zjednoczenia z naturą. Gdy otula mnie upajające, wiosenne powietrze.

Podziel się!

160 – wezwanie

Nocną ulicę otulało mdłe światło wysokiej latarni. Cisza.
W delikatny wiaterek wmieszał się mocniejszy podmuch. Ciszę przeciął martwy szelest liści. Pierwsze skrzypce w tym niespodziewanym koncercie odegrała huśtawka. Skrzypiąc złowieszczo w poszukiwaniu zbłakanych dzieci.
Okno otwarte. Usłyszała wezwanie.
Stając na parapecie rozpostarła ramiona jak skrzydła.
– Już lecę!…

Podziel się!