629 – po terapii

Jak wiecie, Pan M. namówił mnie na zrobienie pierwszego kroku i wyrzucenie żyletki.
Trochę się opierałam, myśląc, że jeszcze jeden ostatni raz.
W końcu połamałam ją i wyrzuciłam. Byłam z siebie dumna.
No i tu wkracza wszędobylskie „ale”.
Ale nie byłabym sobą, gdybym w tej chwili tego nie żałowała. Aż mnie w dołku ściska. Po co ja to zrobiłam?
No tak. Bo chcę z tym skończyć
Pan T. w czwartek wyjeżdża. Jeszcze nie wiem, kiedy znów nie będzie terapeuty.
Ciężko to czas, oj ciężki.

Podziel się!

628 – terapia borderline: po przerwie

Wiem, że lubicie wpisy z sesji. Ale nie tym razem. Jestem rozbita na łopatki.
Pan M. mnie nie odtracił, choć sugerował szpital.
Po jego namowie postanowiłam wyrzucić żyletkę i zacząć walczyć.
Jutro rano kolejna sesja.
Z gabinetu wyszłam zapłakana. Aż pani w sklepie zapytała, czy coś się stało. Owszem, stało się. Po raz kolejny muszę się dźwignąć z tego cholernego bagna.

Podziel się!

627 – sesja

Dziś o 19:00 sesja. Jakoś minęły te dwa tygodnie, chodź nie wyszłam z nich cało.
Tak bardzo się boję, że pan M. mnie odtrąci. Że skrytykuje moje cięcie, w końcu napisał, żebym starała się wytrzymać. A ja nie dałam rady.
Boję się, że zrobi to, co poprzedni terapeuta. Pocięłaś się? Nie przychodź na sesję.
Od tygodnia jestem na Lorafenie. Inaczej nie dałabym rady. A mimo to jest we mnie ogromny lęk.

Próbuję skupić się na czytaniu „Uśpionej”, bo dostałam plik składu do akceptacji. Czytanie idzie mi bardzo wolno. Wciąż odpływam myślami. A przed sesją jeszcze praca…

Czuję, że od dzisiejszej sesji wiele zależy. Od reakcji pana M. na moją autoagresję. Czy przekreśli naszą trzyletnią relację? Jeśli mnie skrytykuje lub odrzuci, nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z nim.

Pomóżcie… Tak bardzo się boję…

Podziel się!

625 – na wsi

Jesteśmy u rodziców na wsi. Teraz siedzimy z ciocią i Mrówkiem w gabinecie. Mrówek ma zęba do zrobienia. Ja siedzę przy biurku i piszę tę notatkę.
Kiedy byłam mała, podbijałam cioci recepty. Lubiłam bawić się pieczątką.
Teraz mam łzy w oczach. Chcę juz być w domu. Wiem, że gdzieś tu w gabinecie są skalpele. Aż mnie ściska w dołku na myśl o tym. Kiedyś je podkradałam cioci. Ehh… Nie powinnam o tym wspominać.
Jestem dziś na trzech Lorafenach. Wciąż mi mało. Czuję się koszmarnie. Zaraz chyba wezmę kolejną tabletkę.
Byle do wtorku do dziewiętnastej. A potem do środy do dwunastej. Sesja jedna po drugiej. Może to coś da? Może odzyskam równowagę? Tylko błagam, panie M., niech pan nie wyjeżdża w zaraz po tych dwóch spotkaniach. Potrzebuję pana…

Podziel się!

624 – psychiatra

Piszę SMSy z psychiatrą. Jest mi tak trudno. On we mnie wierzy, choć sugeruje szpital. Napisałam mu, że zobaczę jak będę się czuć po sesjach we wtorek i środę. Może terapeuta pomoże?
Napisałam mu, że teraz czuję się sobą. Kiedy sie tnę, mam przymus powieszenia. On na to, że to ściema. Zapytał, czy pamiętam co myślałam wcześniej. No jak to? Że ta szczęśliwa ja jest prawdziwa. Uświadomił mi, że obie są prawdziwe i żadnej nie można dyskryminować. Może…
A ja siedzę na łóżku i płaczę. Bo zupełnie nie wiem, kim jestem.

Podziel się!