242 – agresja i lęk przed bliskością

Wtorkowa sesja pobudziła we mnie te olbrzymie pokłady agresji, które tłumię od lat.
Nie chciałam tam więcej wracać.

„Moją godzinę w piątek ma Pan wolną. Rezygnuję z terapii.”
„Sugerowałbym rozmowę na sesji zanim podejmie Pani ostateczną decyzję.”

Potrzebowałam wielu godzin, by odpisać, że jednak przyjdę.

Nie umiem dojść do siebie. Agresja się ze mnie ulewa. Warczę na Mrówka, wszystko mnie wkurwia. W myślach bluzgam i krzyczę na terapeutę, że to jego wina.

Tak bardzo boję się jutrzejszej sesji. Żołądek w gardle i nieustające mdłości.

Pochylenie się terapeuty w moją stronę odebrałam, jako formę skrócenia dystansu i okazanie zaangażowania. Bardzo się tego przestraszyłam…

Podziel się!

241 – terapia borderline: stary potwór mocno śpi…

– Rozmawia pani, po czym nagle zastyga.
– …
– Gdybym pani nie znał, nie wiedziałbym o co chodzi.
– …
– Zastanawiałbym się, czy się pani obraziła i o co.
– …
– Wygląda to tak, jakby miała mnie pani gdzieś. Jakby nie była pani zainteresowana kontaktem.
– …
– Gdyby mi zależało, żeby mnie pani lubiła, byłoby mi przykro.
– …
– Chyba nie chce pani, żeby było mi przykro?
– …

Mój wzrok, jak zwykle, wbity w róg gabinetu. Obserwacja wielkiego, włochatego, nieistniejącego pająka.
Terapeuta pochylając się w moją stronę, wsparł łokcie na kolanach. Zrobił tak po raz pierwszy. Zazwyczaj siedzi wygodnie i swobodnie. Wpatrywał się intensywnie w moją twarz, zadając kolejne pytania. A może w oczy? Musiał zobaczyć w nich bezkresną otchłań pustki. Ciało tam było. Gibało się, jak zwykle, na bujanym fotelu. Ale mnie – nie. Nastąpiło obronne unicestwienie, rozpad tożsamości. Nie mogłam, nie chciałam, by wyciągnął ze mnie to, co próbował.

Terapeuto, stąpasz po cienkim lodzie. Uważaj! Bo zaczynasz budzić bezdusznego potwora, ziejącego przerażeniem i spustoszeniem… gdy się zbudzi, będzie siał śmierć.

Podziel się!

240 – terapia borderline: osobowość z klocków

Wyobraź sobie, że uczysz się rysować proste figury geometryczne. Wydaje ci się, że są tak realistyczne! Potem ktoś pokazuje ci, że można rysować bryły geometryczne. Są trójwymiarowe! Myślisz. Następnie dowiadujesz się o cieniowaniu. Twój obrazek ożywa. I tak dalej.

Na podobnej zasadzie działa psychoterapia. To nie tylko rozmowa przez kilkadziesiąt minut w gabinecie. To jeszcze wiele innych czynników leczniczych, które często zdają się być ignorowane.

Czasem w trakcie rozmowy coś sobie uświadamiasz. Zbierasz nowe informacje. Inne punkty widzenia. Czasem odkrywasz źródło jakiegoś problemu. Poznajesz zasadę działania jednego z niezdrowych mechanizmów.

Nie każda sesja kończy się wielkim olśnieniem. Bywają i dłuższe regresje. To proces, który żyje. Powoli zaczynasz ewoluować.
Z czasem masz większe umiejętności, więcej świadomości, wiesz, na co zwracać uwagę. Poznajesz siebie.
Zaczynasz również samodzielnie próbować składać te kawałki. Twoje analizy siebie są bardziej dojrzałe. Oparte na coraz większej wiedzy.

Wyobraź sobie teraz, że twoja zaburzona osobowość to ogromna budowla z najróżniejszych klocków. Nie jest stabilna, bo elementy do siebie nie pasują, są zepsute lub w niewłaściwym miejscu. Fundamenty tej wieży są niepewne. Gdy zawieje wiatr, wszystko się chwieje. Istnieje duże ryzyko katastrofy budowlanej.

Terapeuta pomaga ci identyfikować wadliwe klocki. Pokazuje, w jaki sposób możesz ten element wyciągnąć z konstrukcji, ulepszyć go, a następnie włożyć na właściwe miejsce. Czasem zdarza się, że pozbycie się niewłaściwego klocka, powoduje osunięcie się większej ilości elementów. Coś się rozpada – przychodzi kryzys. Jednak konsekwentnym działaniem można odbudować to, co się rozsypało. Odbudować w sposób przemyślany i pożądany, czyli zdrowy.

A co z klockami, które są dla ciebie ważne i dobre? Co, jeśli się ich pozbędziesz, zmienisz je w niechciany sposób?
To tak nie działa. To, co jest dla ciebie dobre i ważne, wyróżnia się. Od razu poznasz te klocki. One są solidnie osadzone. Wyjmując te wadliwe, nie pozbędziesz się ich. Nawet, gdyby któryś przez przypadek wypadł, nie przeoczysz tego. Nie stracisz go, tylko odłożysz na miejsce.

Psychoterapia zaburzeń osobowości jest trudna i długa. Bardzo istotnym czynnikiem jest zaufanie do terapeuty. Jedni znajdują go za pierwszym razem, inni za drugim, kolejni za piątym. Ważne jest, by się nie poddawać. Dlaczego to takie istotne? Symbolicznie powierzasz temu człowiekowi swoje życie. Musisz ufać, że z jego pomocą przebudujesz konstrukcję swojej osobowości w stabilną budowlę o solidnych fundamentach. Czy budowę domu powierzysz osobie, której kompetencje budzą twoje zastrzeżenia?

Terapeuta poszerza twoje horyzonty. Pomaga uświadamiać sobie źródła problemów i niezdrowe schematy. Dostarcza i uczy korzystania z narzędzi potrzebnych do generalnego remontu. Nie zapominaj jednak, że on nie zrobi nic za ciebie. Ten remont musi być wykonany twoimi rękami i nakładami sił.

Podziel się!

237 – łatwo zrobić, trudno się przynać

Siedziałam obok niego ze skwaszoną miną. Dobrze, że nie naciskał, pytając, o co znów mi chodzi. Próbowałam. Naprawdę. Biłam się z myślami, ale nie potrafiłam wydusić z siebie słowa.
Jadąc odwiedzić mamę w szpitalu, napisałam mu długiego SMS’a. Wyjasniłam wszystko. Całe to cięcie się, sesję poświęconą na analizę tego zachowania, opinię terapeuty.
– Durna jesteś – stwierdził.
Nie musiał tego pisać. Wiedziałam o tym dobrze.
Wciąż nie potrafię mówić o trudnych sprawach. Nie mam odwagi przyznać się do błędu.
Z terapeutą potrafię już rozmawiać. Nawet o takich potknięciach. Liczę, że kiedyś rozszerzę ten krąg.

Podziel się!

236 – przeklęta autoagresja

Przecież musiałam sobie zdawać sprawę z tego, że tak będzie.
No tak. Tylko wtedy się nie chciało myśleć.
Kilkadziesiąt nacięć brutalnie zakończyło ośmiomiesięczną abstynencję.
– To dla pani sygnał ostrzegawczy – terapeuta próbował odwieść mnie od besztania siebie w słowach i myślach.
Na próżno. Nie mogę sobie odpuścić. Nie potrafię wybaczyć.
Przymus wrócił z ogromnym natężeniem. Nieznośny ból w nadgarstkach. Pragnienie, by je pochlastać do kości.
Nie powinno mnie to dziwić. Przecież zawsze tak jest. Pieprzony kawałek metalu jest dla mojego mózgu heroiną. Jeden raz wystarczy, by przez długi czas utrzymywał się potworny głód:
– Jeszcze! Jeszcze tylko raz! Więcej, więcej!
I cholerny mechanizm obronny:
– Przecież jestem taka mała i słaba. Nie potrafię walczyć z tym nałogiem. Tnę się połowę życia! Inaczej nie umiem.
– Gówno prawda! Wiedziałaś, że tak będzie. Po cholerę łapałaś za tę żyletkę?
– Bo to tylko raz. Bo inaczej nie umiałam. Bo…
– Bo jesteś cholernie durna. I nie uczysz się na błędach. Od czternastu lat popełniasz w kółko ten sam błąd! I za każdym razem dziwisz się konsekwencjom!

Ręce opadają.

Podziel się!