756 – terapia borderline: płacz, dziecięce mechanizmy i spóźnienie

Na środową sesję zaspałam. Obudziłam się o 10:44, czyli minutę przed terminem spotkania.
Oczywiście znów płakałam. Pan M. stwierdził, że moje mechanizmy i strategie radzenia sobie ze złym nastrojem i myślami samobójczymi tylko pogłębiają mój stan.
Jak nauczyć się nowych strategii? Tych dorosłych? Nie destrukcyjnych?
Myśli samobójcze wciąż silne. Przymus cięcia szaleje w najlepsze.
W przyszłym tygodniu też mam dwie sesje – poniedziałek i wtorek.
Terapeuta i psychiatra uważają, że powinnam iść do szpitala. Nie ukrywam, że najchętniej uciekłabym na zamknięty.
Mrówek załatwił mi wolne do końca tygodnia. Być może gdzieś pojedziemy. Bardzo się o mnie troszczy. Wzrusza mnie tym do tego stopnia, że pisząc to mam łzy w oczach. A może to cierpienie?
Dość mam tych kryzysów. Naprawdę, tak serdecznie dość. Chcę być zdrowa. Cieszyć się życiem, a nie szukać wzrokiem pętli na szyję!

Podziel się!

755 – terapia borderline: kryzys i trudne tematy

Całą dzisiejszą sesję przepłakałam. Nie byłam w stanie się uspokoić. Mówiłam o tym, czego dowiedziałam się od mamy w weekend.
Przymus cięcia, silne myśli samobójcze, chęć zniszczenia siebie. To wszystko sprawiło, że poprosiłam o jeszcze jedną sesję w tym tygodniu.
Jutro o 10:45 znów widzę się z panem M.

Podziel się!

754 – terapia borderline: powroty

Przemyślałam całą sprawę z nagłym zakończeniem terapii przez SMS. To było głupie, impulsywne zachowanie. Jakie nie raz mi się zdarzało. Ileż to razy w ciągu tych czterech lat tak zrywałam relację z panem M.
Wysłałam mu dziś SMS, że przepraszam za swoje zachowanie i jednak przyjdę na wtorkową sesję. Tak naprawdę nie chciałam kończyć terapii. Po prostu złość i frustracja wzięły górę.
Tak mi wstyd…

Podziel się!

753 – terapia borderline: koniec terapii

Miałam na dzisiejszej sesji przeczytać list, który napisałam do pana M. Przed sesją łyknęłam Lorafen i wypiłam browara. Tak się stresowałam, że mało się nie porzygałam, jak w zeszłym tygodniu.
Siadłam na fotelu w gabinecie i położyłam obok siebie kartkę. Skostniałam i patrząc w jeden punkt, milczałam.
– Denerwuje się pani? – Zapytał terapeuta po dłuższej chwili.
Przytaknęłam głową.
– A czym się pani tak denerwuje?
– Bo chciałam przeczytać to, co napisałam. – Odrzekłam po dobrej minucie milczenia.
Więcej nie odezwałam się już ani słowem. Pan M. zauważył, że będę na siebie zła o to milczenie. Jednak nie byłam w stanie powiedzieć nawet „do widzenia” wychodząc z gabinetu.
Po powrocie do domu napisałam mu SMS.
„Panie M, ja rezygnuję z terapii. Nie dam rady pokonać lęku i bardziej się otworzyć. On mnie paraliżuje. Sprawia, że nie chce mi się żyć. Szkoda Pańskiego czasu. To sytuacja beznadziejna. Bez wyjścia”.
Odpisał, że gdybym zmieniła zdanie, będzie czekał na mnie za tydzień.
Ale ja zdania nie zmienię. Nie dam rady więcej wynieść z terapii. Jestem przypadkiem beznadziejnym.

Podziel się!

752 – telefon od psychiatry

Wczoraj dzwonił psychiatra. Pogadałam z nim chwilę.
Uważa, że na obecny kryzys leki nie mają wpływu. Że to przez terapię. Przez emocje, jakie w jej czasie się pojawiają.
Może…
Mam się zastanowić, czy nie chcę się spotkać i pogadać. Za dwa tygodnie wyjeżdża na urlop.
Chyba się zdecyduję. Często sama rozmowa z nim sprawia, że czuję się lepiej.

Napisałam również SMS do terapeuty. Opisałam w nim to, co się ze mną działo. Że opisałam przymus cięcia i chciałam to przeczytać na sesji, ale nie dałam rady. Że wymiotowałam przed sesją. Że czuję się beznadziejna i zaczęły się pojawiać myśli samobójcze.
„Rozumiem, że jest Pani ciężko. Może we wtorek na sesji uda nam się o tym porozmawiać.”
Może…

Podziel się!