637 – na wsi

Jesteśmy od kilku godzin na wsi. Nie chciałam jechać, ale chyba dobrze zrobiłam. Nie chcę być bucem i siedzieć sama w pokoju.
Męczy mnie to trochę. Rozmawiam, śmieję się. Ale to tak bardzo wykańcza.
Kocham rodziców. Dobrze mi z nimi. Ale teraz najchętniej poszłabym spać.

Na fb pytałam, czy chcecie abym zaczęła pracę nad czwartą częścią „Młodego boga…”. Byłby to dziennik, który prowadziłam w trakcie terapii u pana S. Chcecie?

Podziel się!

636 – weekend na wsi

Na weekend jedziemy do moich rodziców. Normalnie bym się cieszyła – las, świeże powietrze, ukochany pies. Ale coś mnie blokuje. Do tego stopnia, że nie mam ochoty jechać.
Wolałabym zostać w domu. W pokoju z zamkniętymi zasłonami. Z pustką we łbie i kotłowaniną emocji.
Muszę się jakoś z tego stanu wygrzebać. Jakoś się otrząsnąć. A póki co, dołączyły myśli, że autodestrukcja wcale nie jest zła. Że autoagresja nie szkodzi. Co za głupie myśli. Racjonalność odeszła precz. A ja zostałam sama, bez broni.

Podziel się!

635 – wyimaginowana choroba

Powiedziałam szefowi, że jestem chora. Skłamałam.
Przez cały tydzień przepracowałam cztery godziny. Godzina przy kompie, pięć w łóżku z płaczem.
Obiecałam, że w przyszłym tygodniu wszystko nadrobię. Tylko jak?
Z tymi myślami samobójczymi, przymusami autoagresywnymi, cisnącymi się do oczu łzami? Wszechogarniającym bezsensem?
Jak mam się zebrać w kupę? Możecie powiedzieć „przestań się nad sobą użalać i zacznij tyrać fizycznie, to przejdzie ci depresja”. A gówno prawda. Harowałam fizycznie a objawy tylko się nasilały.
Mam siłę tylko leżeć w łóżku, a i to mnie męczy. Męczą mnie myśli. I przymusy. I ta nieodparta chęć powieszenia się, choć nie po to, by umrzeć, a skrzywdzić się. Jak kiedyś. Nie podwieszałam się od trzech lat. Dzieki pomocy pana M. Wiem, że bardzo bym go tym zawiodła…

Podziel się!

633 – mam myśli

Mam myśli. Jestem prawie pewna, że to skutek uboczny nowego antydepresanta. Wcześniej też występowały, owszem. Ale były to raczej ich zarysy. Teraz pojawiają się całymi zdaniami. A nawet dłuższymi fragmentami.
Bez obaw. Nie są tak silne. Da się je jeszcze ogarniać. Są zupełnie pozbawione mocy sprawczej.
Jest ciężko, co Wam będę pisać. Sami znacie te stany na własnej skórze.
W poniedziałek sesja. Potem? Nic nie wiem. Co będzie, to będzie. A my przetrwamy.
Trzymajcie się i nie dajcie się!

Podziel się!

632 – niewdzięczność

Czuję się jak śmieć, nie nazasługujacy na nic.
Psychiatrą i psychoterapeuta robią wszystko, żebym się lepiej poczuła. A ja pracuje 2 godziny i z płaczem wracam do łóżka.
Nie tak powinno być. Powinnam im być wdzięczna. I jestem. Tylko nie umiem tego okazać.
Jest mi tak ciężko. Że chciałabym zniknąć. Ale nie zabić się. Po prostu. Wziąć urlop od życia.

Podziel się!