631 – przełom?

Z utęsknieniem czekam na przełom. Na dzień, w którym wstanę i będzie chciało mi się żyć. Będzie chciało mi się wstać.
Wczoraj cały dzień przespałam. Po powrocie z terapii nie miałam siły na nic. Wstałam dopiero późnym popołudniem, żeby zrobić obiad. A i to wydawało się ponad moje siły.
Najgorsze jest to, że w takim stanie nie potrafię pisać. Bestselleru nie ruszyłam od jakichś trzech tygodni.
Postanowiłam dziś spróbować, choćby na siłę. Otworzyłam plik na komputerze i zeszyt. Napisałam „Gdy wybiła godzina dwudziesta trzecia” i siedzę z długopisem zawieszonym nad kartką.
Popijam czarną kawę z kardamonem i zastanawiam się nad sensem życia.
Kupiona wczoraj przed sesją żyletka leży w zamkniętym opakowaniu. Nie użyłam jej, choć ciągnie niemiłosiernie.
Zapytałam psychiatrę, czy będę mogła do niego pisać w razie potrzeby podczas jego urlopu (dziś wyjeżdża). Zgodził się, podobno nie będę przeszkadzać.
Trafiłam na wspaniałych specjalistów i czuję się niewdzięczna, że cały czas popadam w kryzysy. Że ich praca idzie na marne.
Czuję się paskudnie. Chciałabym zapaść w głęboki, nieprzerwany sen.

Podziel się!

630 – terapia borderline: kryzys i nienawiść

– O czym pani myśli? – spytał w końcu terapeuta, gdy siedziałam kilka minut po wejściu do gabinetu, wpatrzona w swoje dłonie.
Jeszcze chwilę milczałam.
– Wczoraj długo ze sobą walczyłam, żeby wyrzucić żyletkę. Ale w końcu to zrobiłam – rozpłakałam się. – Przed wyjściem tutaj pokłóciłam się z Mrowkiem. Powiedział, że jestem raczyskiem, które nawet świętego by wykończyło. Kiedy wyszłam z domu, kupiłam drugą. Nie mogłam się powstrzymać.
– Dawno nie była pani w tak złym stanie, prawda?
Przytaknęłam głową nie potrafiąc otworzyć ust.
Całą sesję płakałam.
– Nienawidzę siebie.
– Mówi to pani w taki sposób, jakby ta nienawiść była racjonalna a nie wynikiem pani zaburzenia.
– Krzywdzę ludzi.
– A robi to pani świadomie?
– Nie…
Po chwili zmieniłam temat.
– Gdyby nie ten Lorafen, powiesiłabym się. Czuję silny przymus.
– To ciecie i powieszenie, jakby miało być karą. Za to, że ma pani problemy i się źle czuje. Pani Aniu, ale wie pani, że to minie? To zawsze mija.
– Ja sie tylko zastanawiam jaki jest w tym wszystkim sens. Dobrze się czuć, żeby potem znów…
– Dlatego się pani leczy, prawda?
Przytaknęłam.

To była dla mnie kolejna bardzo trudna sesja. Na swój sposób trochę oczyszczająca, ale to raczej zasługa łez.
Następne spotkanie w poniedziałek.

Po przyjściu do domu nie usiadłam do pracy. Poszłam spać. Teraz robię obiad i znów idę się położyć. Nie mam siły żyć. Nie mam siły oddychać.

Podziel się!

629 – po terapii

Jak wiecie, Pan M. namówił mnie na zrobienie pierwszego kroku i wyrzucenie żyletki.
Trochę się opierałam, myśląc, że jeszcze jeden ostatni raz.
W końcu połamałam ją i wyrzuciłam. Byłam z siebie dumna.
No i tu wkracza wszędobylskie „ale”.
Ale nie byłabym sobą, gdybym w tej chwili tego nie żałowała. Aż mnie w dołku ściska. Po co ja to zrobiłam?
No tak. Bo chcę z tym skończyć
Pan T. w czwartek wyjeżdża. Jeszcze nie wiem, kiedy znów nie będzie terapeuty.
Ciężko to czas, oj ciężki.

Podziel się!

628 – terapia borderline: po przerwie

Wiem, że lubicie wpisy z sesji. Ale nie tym razem. Jestem rozbita na łopatki.
Pan M. mnie nie odtracił, choć sugerował szpital.
Po jego namowie postanowiłam wyrzucić żyletkę i zacząć walczyć.
Jutro rano kolejna sesja.
Z gabinetu wyszłam zapłakana. Aż pani w sklepie zapytała, czy coś się stało. Owszem, stało się. Po raz kolejny muszę się dźwignąć z tego cholernego bagna.

Podziel się!

627 – sesja

Dziś o 19:00 sesja. Jakoś minęły te dwa tygodnie, chodź nie wyszłam z nich cało.
Tak bardzo się boję, że pan M. mnie odtrąci. Że skrytykuje moje cięcie, w końcu napisał, żebym starała się wytrzymać. A ja nie dałam rady.
Boję się, że zrobi to, co poprzedni terapeuta. Pocięłaś się? Nie przychodź na sesję.
Od tygodnia jestem na Lorafenie. Inaczej nie dałabym rady. A mimo to jest we mnie ogromny lęk.

Próbuję skupić się na czytaniu „Uśpionej”, bo dostałam plik składu do akceptacji. Czytanie idzie mi bardzo wolno. Wciąż odpływam myślami. A przed sesją jeszcze praca…

Czuję, że od dzisiejszej sesji wiele zależy. Od reakcji pana M. na moją autoagresję. Czy przekreśli naszą trzyletnią relację? Jeśli mnie skrytykuje lub odrzuci, nie wyobrażam sobie dalszej współpracy z nim.

Pomóżcie… Tak bardzo się boję…

Podziel się!