609 – niebo płacze

Dziś znów niebo płacze deszczem. Jak i coś we mnie łka.
A jednak przepełnia mnie szczęście. Długopis zapełnia kolejne kartki maleńkimi literkami. Tworzy się „Bestseller”.
Dziś znów śnił mi się koszmar. Obudził o piątej nad ranem. Fajka i chwila uspokojenia. Powrót do niespokojnego snu.
Tak bardzo kocham życie! Jest we mnie smutna radość. Szczęście tańczy z rozpaczą.
Och, wspomnienia, dajcie żyć! Odejdźcie!
Mija rok bez samookaleczeń. Lecz im bliżej sierpnia, tym większy przymus by to zniszczyć. Głupi umyśle, podporzadkuj się woli.

Podziel się!

608 – terapia borderline: bliskość

To była dla mnie bardzo ważna i dobra sesja, choć należąca do tych trudniejszych.
Znów rozmawialiśmy o bliskości. Opowiedziałam o monologu Mrówka z poprzedniej notatki. Przyznałam, że w myślach się z nim zgadzałam, ale nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa.
– Dlaczego? – Spytał terapeuta.
– Nie wiem… Po prostu usta nie chciały się otworzyć.
– No właśnie. Bo pani tak zastyga, prawda? Zupełnie wyłącza empatię i nie myśli, co może czuć drugi człowiek. Ale pani tę empatię w sobie ma, inaczej nie byłoby tu pani.
Zamilkłam i patrzyłam się na swoje ręce.
– O czym pani myśli? – Wyrwał mnie z odrętwienia.
– O tym, że chce mi się ciąć… – odpowiedziałam żałując, że nie mam w tej chwili żyletki w swojej łapie.
– Jak to pani rozumie?
– To tak, jakby kogoś swędziało i musiał się podrapać.
– Czyli ma pani na myśli pewnego rodzaju przyjemność.
– Bardziej poczucie ulgi.
– Ludzie odczuwają tę ulgę przez kontakt fizyczny – nawiązał do mojej wrogości wobec jakiejkolwiek bliskości fizycznej.
– Chciałabym, żeby Mrówek kiedyś poczuł, że jest dla mnie ważny, że mi na nim zależy.
I tu terapeuta powiedział coś, co było dla mnie kompletnym zaskoczeniem.
– Wcale nie musi pani na to czekać. Czemu nie okazać mu tego od razu?

Podziel się!

607 – wiadro zimnej wody na łeb

Wczoraj Mrówek wylał mi wiadro zimnej głowy na łeb. Zaczął mówić o naszym związku i o tym, co mu nie odpowiada. Że jestem niepoważna, że nie da się ze mną planować przyszłości, że nie myślę o przyszłości, tylko żyję marzeniami, że nie potrafię oszczędzać.
To prawda… A jednak zamknęłam się w sobie. Schowałam głowę w rękach i nie odezwałam się ani słowem. Po czym poszłam spać.
Mrówek się zdenerwował, co mnie wcale nie dziwi. Krzywdzę go. Niszczę resztki tego, co było kiedyś między nami.
Nie chcę taka być. Chciałabym, aby mógł mnie traktować poważnie. Żeby mógł na mnie liczyć. Żeby zobaczył, że mi zależy – na nim, na nas. Tylko nie wiem, jak to zrobić…
Byłam w wielu związkach, ale każdy tak wyglądał. Jedyne co z siebie dawałam, to swoją obecność. Bez żadnego zaangażowania czy inicjatywy.
Jak się zmienić? Jak sprawić, by Mrówek znów w nas uwierzył?

Podziel się!

604 – terapia borderline: po przerwie

Przed sesją łyknęłam Lorafen. Nie byłam w stanie iść tam na trzeźwo. Nudności, zawroty głowy, drżenie rąk. Wiedziałam, że w takim stanie opuszczę to spotkanie.
Po chwili milczenia w końcu się przełamałam.
– Pierwsze dwa tygodnie to była masakra.
– Dlaczego?
– Źle się czułam. Miałam myśli samobójcze, chciałam się ciąć.
– A jakie emocje pani towarzyszyły?
– Złość – odpowiedziałam po chwili.
– Na co?
– Na… pana…
– Dlaczego? – Ciągnął temat, choć nie chciałam już o tym rozmawiać.
– Bo… Bo źle się czułam, a pana nie było.
– I co w związku z tym?
– Poczułam się opuszczona.
– Ja myślę, że potrzebowała pani rozmowy z kimś, kto pani nie zaatakuje. Potrzebowała pani rozmowy w poczuciu bezpieczeństwa – dodał pod koniec sesji.
Tak, miał rację. Potrzebowałam go. Nie było się czego bać na tej sesji. Mówiłam i płakałam. Znów się bardzo otworzyłam. Było tak, jakby tej przerwy w ogóle nie było.
To uświadomiło mi jedno. Jest o niebo lepiej ze mną. Ale przede mną jeszcze długa droga do wyzdrowienia.

Podziel się!

603 – rozdarcie

Jestem rozdarta.
Z jednej strony czuję się podekscytowana i nie mogę się doczekać jutrzejszej sesji. A z drugiej nie chcę tam iść. Mam przed oczami siebie, siedzącą na fotelu, patrzącą jak zwykle na wzorzysty dywan i milczącą. Niecierpliwiącą się. Chcącą już wyjść z gabinetu. Ukradkiem zerkającą na zegarek i mszczącą na zbyt wolno płynący czas. Przecież to takie typowe dla ciebie, Mrówczyńska. Czyż nie?
A Wy jak się czujecie wracając na terapię po przerwie?

Podziel się!