478 – terapia borderline: myśli s.

– Ogarniają mnie złe myśli.
– Negatywne?
– Tak. Próbuję im się nie poddawać i nie pogłębiać tego stanu, ale różnie mi to wychodzi. Do tego te myśli samobójcze od kilku dni…
– Myśli pani o tym, żeby się zabić?
– Może nie tyle, że chcę sobie coś zrobić. Może bardziej wolałabym, żeby mnie nie było.
Brzmi przerażająco, wiem. Ale to znak progresu. Już nie przymus powieszenia. Nie chęci i plany odebrania sobie życia. A rozpaczliwe: nie mam siły żyć! I tu dodane: pomóżcie mi.
Tak więc mimo myśli samobójczych, jest lepiej. Kolejny kryzys. A jednak przechodzony łagodnej. Bez ambicji ostatecznych. Bez nieodwracalnych decyzji.

Podziel się!

474 – terapia borderline: pisanie leczy

– Wie pan, pisanie mi bardzo pomaga. Kiedyś, gdy napotykałam na problem w książce, wydawało mi się, że sobie nie poradzę. Teraz wiem, że mogę akcję poprowadzić tak, by ten problem rozwiązać. I zaczęłam to przekładać na życie. Już nie jest tak, że najmniejszy kłopot wydaje mi się bez wyjścia. Wiem, że zawsze znajdzie się rozwiązanie. I to wcale nie samobójstwo.
– Samobójstwo jest egoistyczne, prawda? Najbardziej uderzyłaby nim pani w swoich najbliższych.
– Tak. Poza tym… Mam jeszcze tyle do napisania!
– Uwierzyła pani, że zmiana jest możliwa?
– Może bardziej – przestałam zakładać, że nie jest możliwa.
To była dobra sesja.

Podziel się!

469 – byłoby w porządku

I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie te cholerne przymusy autoagresywne. Ból w nadgarstku, ból na ramieniu. Koszulka delikatnie ociera się o skórę, a w środku skręca, że czuję dotyk bawełny, zamiast metalu.
– Musimy być przygotowani na to, że to będzie wracać. Nie chodzi o to, żeby się pani nie chciało. Tylko o to, żeby umiała pani nad tym zapanować i nie poddać się temu.
Tak, wiem. Terapeuta ma rację. Wyobrażam sobie, że przychodzę na sesję i muszę przyznać się, że znów upadłam. To trochę otrzeźwia. Przypomina o tym, co dla mnie ważne. Że od stycznia nie naruszyłam ciągłości skóry i jestem z tego zadowolona. Że tyle razy się powstrzymywałam, choć chciało się bardzo. I powtarzam sobie, że dam radę. Bo przecież tego chcę. Tego pragnę. Do tego dążę.
Mrówczyńska, musisz wytrzymać!

Podziel się!

467 – emocjonalny wstyd

Jestem bardzo emocjonalna i nie jest to żadną tajemnicą. A mimo wszystko wstydzę się okazywania wrażliwości. Zupełnie, jakby wzruszenie było znienawidzoną słabością.
Oglądaliśmy film. Co chwilę stawały mi łzy w oczach. Delikatnie i ukradkiem je osuszałam. Gdy tylko pojawiły się napisy końcowe, uciekłam do kuchni. Dlaczego? Żeby Mrówek nie zauważył tych łez.
Coś się jednak zmienia. Uczę się, że wyrażanie emocji jest czymś pozytywnym. Kiedy więc wróciłam do pokoju, wyznałam:
– Super ten film. Ale zbuczałam się na nim.
Poczułam pewnego rodzaju ulgę. Przyznałam się do wrażliwości, którą przecież tak u siebie cenię. I, na przekór sobie, nie myślałam o niej w kategoriach słabości.
To samo dzieje się na terapii. Przełamuję się i pozwalam sobie na wzruszenie.
– Wzruszyła się pani mówiąc o tym – skomentował ostatnio terapeuta, gdy skończyłam opowiadać o pewnym wydarzeniu przełykając łzy.
Kiedyś zamknęłabym się w sobie. Sparalizował by mnie wstyd, że jestem tak słaba. Że nie potrafię być silna i dopuszczam do głosu emocje. Tym razem było inaczej.
– Tak, wzruszyłam się. Te emocje wciąż są żywe – odparłam z ulgą, że sobie na to pozwoliłam.
Oczyszczenie – to słowo najlepiej opisuje ten stan. Stan dopuszczenia do głosu emocji i wyrażenia ich.
Po raz kolejny – jestem z siebie dumna.

Podziel się!

465 – terapia borderline: oczyszczenie

To była trudna sesja. Nie ze względu informacje, którymi się dzieliłam. A przez emocje, które temu towarzyszyły. Mówiłam całe 45 minut, bez wycofywania się, spontanicznie. Opowiadałam o dzieciństwie, wchodzeniu w rolę niewolnika, od którego nic nie zależy i w konsekwencji pojawiającymi się poczuciu niesprawiedliwości i ucieczce. Mówiłam o myślach samobójczych i silnym przymusie cięcia.
– W pani relacjach z rodzicami, były elementy sadyzmu. I teraz pani ten schemat próbuje przenieść na swoje dorosłe życie. Tym cięciem chce pani powrócić do sadyzmu wobec siebie.
Mówiłam ze łzami w oczach i łamiącym się głosem. Czułam, że wypowiadanie kolejnych słów skończy się płaczem. Jednak ciągnęłam swą opowieść dalej.
Po wyjściu z gabinetu poczułam ogromną ulgę. I nawet przymus autoagresywny osłabł.
Jestem z siebie dumna.

Podziel się!