442 – złoty środek

Po wielu latach poszukiwań, w końcu go znalazłam – złoty środek.
Jak przełamać mechanizm podsycania stanów depresyjnych? Na siłę szukać tego, co dobre.
Pisanie pochłonęło mnie całkowicie. Cieszę się z każdej napisanej strony. Wiem, że to kolejne kroki na drodze do pisarstwa. Mam cel. Mam plan. Leczę się i jeszcze powrócę do społeczeństwa, jako zdrowy człowiek.

Podziel się!

438 – uczę się

Ewoluuję. W żółwim tempie, ale jednak.
A może „Autoterapia” działa? Stałam się mniej kłótliwa. Zawsze szłam w zaparte, szukając powodu do utarczki. Teraz próbuję zrozumieć punkt widzenia rozmówcy. To bardzo ważna umiejętność społeczna, której do tej pory nie posiadałam.
A może jednak to terapia? Albo arypiprazol?

Psychiatra wezwał mnie na dywanik. Wizyta we wtorek.

Podziel się!

436 – terapia borderline: aktywność

Terapeuta wielokrotnie powtarzał mi, jak ważna jest aktywność w profilaktyce stanów depresyjnych. Zgadzałam się z nim, ale nic z tego nie wynikało. Nie miałam siły na nic.
– Ten arypiprazol aktywizuje. Wstaję skoro świt, cały czas coś robię. Dużo piszę. Kuchnia nigdy nie była tak czysta! Ale żeby nie było tak kolorowo, wciąż ten pieprzony smutek. Mam ochotę płakać, ale nie umiem. I to poczucie rozżalenia nie wiadomo czym.
– Myślę, że te emocje związane są z przeszłością. A to, że jest pani aktywna sprawia, że stan depresyjny się nie pogłębia.

Niby tak. Choć z drugiej strony te emocje są coraz silniejsze. Może to przez trzecią część Młodego boga? Napiszę pół strony i chcę tylko iść spać. Albo leżeć, słuchać smutnej muzyki i płakać. I ciąć, nade wszystko ciąć!
– A kiedy się pani ostatni raz pocięła?
– Bo ja wiem… W styczniu?
I nie chce tego robić. Nie chcę. Mam już wystarczająco oszpecone ciało…

Podziel się!

434 – terapia borderline: pomocna dłoń

Chętnie szłam na sesję. Ostatnio dużo się dzieje.
– Wczoraj zrobiłam dobry uczynek – powiedziałam z uśmiechem i odrobiną dumy. – Byliśmy z Mrówkiem na spacerze. Kiedy wracaliśmy, przy wjeździe do lasu, na drodze leżały kluczyki do auta. Obok zaparkowane trzy samochody. Stwierdziłam, że nie możemy ich tak zostawić. Mrówek zasugerował, że mogą być tej dziewczyny, która mijała nas z psem. Podniosłam je i poszłam za nią. Szłam dobre dwieście metrów, zanim ją dogoniłam. Okazało się, że to jej kluczyki.
– Sprawiło to pani radość, prawda?
– Tak! Ja wbrew pozorom lubię pomagać.
– Ale tylko pisząc.
– Nieprawda! Na ulicy, w sklepie też.

Podziel się!

428 – terapia borderline: progres?

Na terapii lepiej.
Mam wrażenie, że jestem bardziej spontaniczna. Przez dotychczasową obronną pustkę w głowie, zaczynają przebijać się obrazy, majaki myśli.
– Dążymy do takiego stanu, w którym będzie pani myślała na głos – powiedział kiedyś terapeuta – ku mojemu zdziwieniu.
Ja? Ja miałabym myśleć na głos? Toż to jakiś żart! A chwilę później załamanie i utrata poczucia sensu terapii. Założenie z góry, że się nie da.
A teraz?
Zaczęłam rozmawiać. Nie wygłaszać komunikaty i próbować odpowiadać na pytania. Zaczęłam podejmować próby spontanicznej rozmowy. Staram się, by skojarzenia pojawiające się w trakcie sesji były komunikowane. Pozwalam sobie na to, by migawki myśli były wyłapywane przez świadomość i wypowiadane, choćby wydawały się nijak nie pasować do danej sytuacji.
Uwierzyłam, że NAPRAWDĘ można się zmienić i że REALNIE ma się wpływ na swoje życie.
Już nie tylko wierzę, ale i wiem, że się wyleczę. Że obecne słabości mogą stać się przyszłymi mocnymi stronami.

Chyba powinnam zapytać terapeutę, czy też widzi tę zmianę. Bo może znów mi się coś tylko wydaje. Może powinnam. Ale jakoś nie potrafię.

Podziel się!