926 – bez terapii jak bez ręki

Kiedy pan M. chciał ustalić termin zakończenia, a ja się przeciw temu buntowałam, powiedział, że i tak długo bez terapii nie wytrzymam. Według niego, po naszym ostatnim spotkaniu, szybko znajdę sobie nowego terapeutę. Wtedy wydawało mi się to nie do pomyślenia. Jakże mogłabym zaufać komuś innemu? Zaczynać wszystko od początku? Do tej pory nie mieści mi się to w głowie, ale…Prawda jest taka, że nie mogę, nie potrafię żyć bez wsparcia. Bez spotkań ze specjalistą, który mówi, co jest normalne, a co chore. Który nieustannie przypomina mi, jakie są moje cele i że wcale nie chcę umierać. Bez tego zaczynam … Czytaj dalej

Podziel się!

920 – moja osobista wojna

Kiedyś myślałam, że to, co wypracuję na terapii, będzie mi dane raz na zawsze. Rzeczywistość jednak okazała się mniej optymistyczna niż moje założenia. Pan M. często powtarzał mi, że chwiejność emocjonalna będzie mi towarzyszyć zawsze, a i kryzysy nie przestaną się pojawiać. Leczenie miało nauczyć mnie z tym funkcjonować i odpowiednio reagować, chociażby poprzez powstrzymywanie się od działań autodestrukcyjnych. Wiele lat nie potrafiłam się z tym pogodzić, bo zaczynając terapię, oczekiwałam, że uwolni mnie ona od wszelkich złych pokus, przymusów krzywdzenia i niszczenia siebie aż do całkowitej anihilacji. W końcu jednak musiałam uznać, że to, co napisałam w opisie tego … Czytaj dalej

Podziel się!