929 – osamotniona

Błagam każdego specjalistę po kolei o pomoc. Że już nie mogę. Że myśli przeradzają się w plany. Że autoagresja, autodestruckcja. Że nie daję sobie rady. Błagam, krzyczę: Niech mi ktoś pomoże! Nie daję już rady sama. Ale dociera do mnie tylko głuche echo ich milczenia i obojętności.

Podziel się!

928 – cierpiętnica

Miałam zamilknąć, wiem. Ale tak, jak moim przekleństwem jest cierpienie i chęć ukręcenia sobie łba, jest nim też pisanie. Wypisywanie tych bredni. Szef wkurwiony. Przez trzy dni nie miał ze mną kontaktu. Nie miałam nawet siły mu odpisać, że jestem chora czy ściemnić coś innego. Nie odbierałam telefonów, choć ciotka i matka wydzwaniały. Spałam i miałam nadzieję, że w końcu zasnę raz a dobrze i więcej się nie obudzę. Projekt, który robiłam miesiąc i szef mnie za niego bardzo chwalił, jest do totalnego przerobienia. Klient zobaczył efekt końcowy i stwierdził, że nie jest identycznie, jak na obrazku, który sobie namalował. … Czytaj dalej

Podziel się!

927

Dziewięć dwa siedem, takie ładne cyfry, prawda? W sam raz na ostatni wpis bloga. Na dobre kończę bawić się w kogoś, kim nie jestem. Bo jestem zwykłym, nieprzystosowanym do życia śmieciem. Ostatnie dni to istny Armagedon. Spanie, chlanie, ćpanie lorazepamu. Płacz i przeklinanie życia.Pewnie zauważyliście, że blog i strona leżały. Straciłam też wszystkie maile. Wiadomości i blog udało się odzyskać po pięciu godzinach użerania się z serwerem. Tylko, po co? Ostatni czas dobitnie pokazuje mi, że nie potrafię żyć bez terapii. Że nie potrafię w ogóle żyć. Że jestem jedną z tych życiowych pokrak, które powinny siedzieć w zakładzie do … Czytaj dalej

Podziel się!

926 – bez terapii jak bez ręki

Kiedy pan M. chciał ustalić termin zakończenia, a ja się przeciw temu buntowałam, powiedział, że i tak długo bez terapii nie wytrzymam. Według niego, po naszym ostatnim spotkaniu, szybko znajdę sobie nowego terapeutę. Wtedy wydawało mi się to nie do pomyślenia. Jakże mogłabym zaufać komuś innemu? Zaczynać wszystko od początku? Do tej pory nie mieści mi się to w głowie, ale…Prawda jest taka, że nie mogę, nie potrafię żyć bez wsparcia. Bez spotkań ze specjalistą, który mówi, co jest normalne, a co chore. Który nieustannie przypomina mi, jakie są moje cele i że wcale nie chcę umierać. Bez tego zaczynam … Czytaj dalej

Podziel się!

925 – ciągłość osobowości

Jest u nas Fizia. Ciocia była wczoraj w mieście i ją podrzuciła. Niestety, dziś ją zabiera.Kiedy tylko zobaczyłam mojego Fiziulka, od razu poprawił mi się nastrój. Usta wykrzywiły się w szczerym uśmiechu, a i na sercu zrobiło się jakby cieplej.Ale na dłuższą metę nie potrafię się cieszyć. Świadomość, że zaraz znów jej nie będzie, odbiera mi całą radość z jej obecności. Okropnie ciągnie mnie w autodestrukcję. Mam tak silną potrzebę, by się skrzywdzić, że już nie wiem, jak z tym walczyć. Agresja we mnie kipi. Wystarczy najmniejszy bodziec, a przez zaciśnięte zęby lecą „kurwy” i całe ciało się trzęsie. Ostatnio … Czytaj dalej

Podziel się!

924 – ten ból…

Ten ból jest nie do zniesienia! Wczoraj przespałam cały dzień. I całą noc. Dziś wstałam o piątej, czyli czwartej według czasu zimowego. Od razu siadłam do pisania. Jestem na etapie wzmożonego cierpienia. Żałoba po utracie relacji daje mi się bardzo we znaki. Ostatnimi dniami nie mam siły żyć. Chcę zabić samoświadomość ucieczką w sen. Wiedza o własnym istnieniu mnie zabija. Rani tak bardzo, że chcę uciekać. Uciekać na oślep. I najlepiej rozwalić łeb o pierwszą lepszą przeszkodę. Dlaczego to musi tak boleć?! Pan M. przygotowywał mnie na „chwilowe pogorszenie” po zakończeniu terapii. Nie wspomniał jednak o kurewskim kryzysie, który będzie … Czytaj dalej

Podziel się!

923 – taa… to było do przewidzenia

Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie odwaliła. Zadziałałam destrukcyjnie. Heh, gdybym tak powiedziała na sesji, pan M. od razu by zainterweniował, mówiąc, że to wynik zaburzenia, coś, co pochodzi spoza mnie. Ale co to zmienia? Stało się. Wczorajszy dzień doprowadził mnie do ostateczności. Kupiłam certyfikaty SSL i cały dzień instalowałam je na domenie oraz subdomenie, pod którą istnieje blog. Kosztowało mnie to tyle nerwów, że myszka nauczyła się latać, a sąsiedzi mogli się co chwilę zapoznawać z zasobem moich bluzg. Porażka.Gdyby tego było mało, pod wieczór już nie wytrzymałam i zapiłam piwem pięć miligramów lorazepamu (moja pojedyncza dawka to dwa … Czytaj dalej

Podziel się!

922 – podestrukcyjna pustka

Dziwnie mi. Naprawdę mi dziwnie. Nie jest najlepiej. Powiedziałabym nawet, że jest umiarkowanie źle. Ogromna tęsknota, poczucie straty, pustka po utraconej relacji, smutek, złość, niemożność pogodzenia się z rzeczywistością – te wszystkie negatywne emocje sprawiają, że jest mi okropnie źle. Że mam ochotę położyć się do łóżka i płakać nad swoim ciężkim losem. Ale tego nie robię. Dlaczego mi dziwnie, zapytacie? Bo wcześniej taki stan sprawiłby, że cięłabym się, ile wlezie i chlała od rana, zapijając lorazepam wódką. A teraz nic takiego nie robię. Połknęłam pojedynczą dawkę benzo i próbuję pracować, choć nie do końca mogę się skoncentrować na tym, … Czytaj dalej

Podziel się!

921 – bezpieczna przystań

Dziś u mnie wielki smutek. Jak zwykle pochodzący z wnętrza. Tak, wiem, on mnie nie definiuje. Pochodzi z zaburzonej części mojej osobowości. Pozwalam sobie na jego odczuwanie i przyglądam mu się, by go nie wstrzymywać. Ale on jakoś nie kwapi się, żeby odejść.Ogromnie chce mi się płakać, ale nie ma we mnie łez. Próbuję uspokoić swoje wewnętrzne dziecko. Mówię do tej dziewczynki:– Anula, nie martw się. Zaopiekuję się tobą. Jesteś przy mnie bezpieczna – ale ona nie chce słuchać, nie potrafi mi uwierzyć. Tak, jak ja nie potrafiłam przez całe lata przyjąć punktu widzenia terapeuty w wielu kwestiach. Przez swoją … Czytaj dalej

Podziel się!

920 – moja osobista wojna

Kiedyś myślałam, że to, co wypracuję na terapii, będzie mi dane raz na zawsze. Rzeczywistość jednak okazała się mniej optymistyczna niż moje założenia. Pan M. często powtarzał mi, że chwiejność emocjonalna będzie mi towarzyszyć zawsze, a i kryzysy nie przestaną się pojawiać. Leczenie miało nauczyć mnie z tym funkcjonować i odpowiednio reagować, chociażby poprzez powstrzymywanie się od działań autodestrukcyjnych. Wiele lat nie potrafiłam się z tym pogodzić, bo zaczynając terapię, oczekiwałam, że uwolni mnie ona od wszelkich złych pokus, przymusów krzywdzenia i niszczenia siebie aż do całkowitej anihilacji. W końcu jednak musiałam uznać, że to, co napisałam w opisie tego … Czytaj dalej

Podziel się!