939 – słowem wyjaśnienia – mizoginia

Czuję, że muszę napisać kilka słów wyjaśnienia do wczorajszych postów. Jak to jest z moją mizoginią?Ona nie jest chyba u mnie w pełni rozwinięta. To nie tak, że nie cierpię kobiet i mam je za gorsze. Nie lubię kobiet jako ogółu i nie toleruję ich w roli psychiatry/psychoterapeuty, ale tylko w odniesieniu do mnie. Nie mam nic przeciwko kobietom na takich stanowiskach i nie uważam, że nie powinny podejmować się takiej pracy. Jeśli komuś to odpowiada, proszę bardzo. Tu chodzi tylko i wyłącznie o mnie. Nie akceptuję ich w moim procesie leczenia. I tylko w moim.Moja mizoginia nie przeszkadza mi … Czytaj dalej

Podziel się!

936 – fazy samopoczucia

Ostatnio mam niezły zapieprz w pracy zarobkowej i zupełnie nie mam czasu dla siebie. Nie mam kiedy pisać ani czytać. Póki co, jeszcze aż tak nie daje mi to w kość, ale obawiam się, że jeśli ten gorący okres będzie się przeciągał, w końcu znów popadnę w poczucie beznadziei. A mam do tego dużą skłonność. Kiedy nie tworzę, zaczyna ogarniać mnie poczucie bezsensu życia. Obecnie jest z tym o tyle gorzej niż w przeszłości, że kiedyś w trudnych stanach emocjonalnych pisałam wiersze. Moja poezja karmiła się cierpieniem i na nim wzrastała. Z prozą jest inaczej – by powstawała, potrzebne jest … Czytaj dalej

Podziel się!

935 – krótka analiza tendencji samobójczych

Tendencje samobójcze nieco wystopowały. „Zabiję się” osłabło do „chciałabym, żeby mnie nie było”. Znów robi się bezpieczniej. Mniej boleśnie, bo tsunami cierpienia stało się zwykłą, spokojną falą.Tak myślę o tym kryzysie. Skąd się wziął? Co było jego przyczyną? Mam pewne podejrzenia. Jeśli są prawdziwe, to naprawdę nie była żadna tragedia. Ale zaczęłam się gnębić. Wciąż i wciąż tłuc sobie do głowy, że to przekreśla wszystko. Całe moje pisanie, całe życie. I może rzeczywiście, gdyby wyłapać ten schemat już na początku, nie doszłoby do takiej eskalacji negatywnych emocji, bólu i, w konsekwencji, tendencji samobójczych. Ale to tylko przypuszczenia.Pan M. wczoraj zwrócił … Czytaj dalej

Podziel się!

933 – radość, wstyd i lęk

Dzisiejszemu spotkaniu towarzyszą z jednej strony ogromne emocje. A spośród nich chyba najgłośniejsze są radość, wstyd i lęk. Z drugiej jednak, całkowita pustka. I zawsze mnie ten fenomen dziwił. Jak to jest? Emocje są tak silne, że umysł je odcina i stąd wrażenie pustki? Czy działa to na takiej zasadzie, jak agresywne pragnienie schrupania albo uduszenia szczeniaczka, bo jest taki słodki (zjawisko czułej agresji)? Gdy widzimy takiego słodziaka, często budzą się z nas mordercze instynkty. Ale to nie dlatego, że jesteśmy źli. To umysł w ten sposób broni się przed nadmiarem pozytywnych emocji i wytacza te przeciwstawne do nich. Żeby, … Czytaj dalej

Podziel się!

931 – po co to zrobiłam?

Złamałam się. Napisałam do pana M. Z racji świąt i tego, że nie chciałam mu przeszkadzać, wysłałam maila. Opisałam mu, jak jest. I zapytałam, czy mogę wrócić, chociaż po to, żeby dokończyć terapię. Choć na te kilka spotkań. Dlaczego to zrobiłam? Chyba z bólu. Z cierpienia, którego nie potrafiłam już dłużej wytrzymać. Albo żeby sobie jeszcze bardziej dowalić. Dołożyć kolejne odrzucenie. Myślę, że postąpiłam źle. Bo albo nie odpisze, co będzie wiązało się z jeszcze większym bólem. Albo odpisze i się nie zgodzi, co będzie się wiązało z tym pierwszym. Albo się zgodzi, czyli wrócę na kilka sesji, które w … Czytaj dalej

Podziel się!

930 – przekaz?

To będzie gorzki wpis. Bardzo gorzki. Długo się nad tym zastanawiam i… jaki przekaz ma płynąć z „Poskromić borderline”? Że warto się leczyć? Że warto się przełamywać, ufać, wierzyć, że będzie lepiej? Że warto wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych, nie mówiąc już o setkach godzin życia? Że warto w siebie ładować tony chemii? Tylko po co? Żeby ostatecznie cierpienie było na takim samym poziomie, a do tego doszło poczucie opuszczenia? Zdradzenia? Pozostawienia samemu sobie? Naprawdę? Najpierw masz wiarę, ufasz w pomoc, angażujesz się. A potem zostajesz sam, jak na początku. I nikogo już nie obchodzą twoje łzy, ani krzyki rozpaczy. Nikogo … Czytaj dalej

Podziel się!

929 – osamotniona

Błagam każdego specjalistę po kolei o pomoc. Że już nie mogę. Że myśli przeradzają się w plany. Że autoagresja, autodestruckcja. Że nie daję sobie rady. Błagam, krzyczę: Niech mi ktoś pomoże! Nie daję już rady sama. Ale dociera do mnie tylko głuche echo ich milczenia i obojętności.

Podziel się!

928 – cierpiętnica

Miałam zamilknąć, wiem. Ale tak, jak moim przekleństwem jest cierpienie i chęć ukręcenia sobie łba, jest nim też pisanie. Wypisywanie tych bredni. Szef wkurwiony. Przez trzy dni nie miał ze mną kontaktu. Nie miałam nawet siły mu odpisać, że jestem chora czy ściemnić coś innego. Nie odbierałam telefonów, choć ciotka i matka wydzwaniały. Spałam i miałam nadzieję, że w końcu zasnę raz a dobrze i więcej się nie obudzę. Projekt, który robiłam miesiąc i szef mnie za niego bardzo chwalił, jest do totalnego przerobienia. Klient zobaczył efekt końcowy i stwierdził, że nie jest identycznie, jak na obrazku, który sobie namalował. … Czytaj dalej

Podziel się!

927

Dziewięć dwa siedem, takie ładne cyfry, prawda? W sam raz na ostatni wpis bloga. Na dobre kończę bawić się w kogoś, kim nie jestem. Bo jestem zwykłym, nieprzystosowanym do życia śmieciem. Ostatnie dni to istny Armagedon. Spanie, chlanie, ćpanie lorazepamu. Płacz i przeklinanie życia.Pewnie zauważyliście, że blog i strona leżały. Straciłam też wszystkie maile. Wiadomości i blog udało się odzyskać po pięciu godzinach użerania się z serwerem. Tylko, po co? Ostatni czas dobitnie pokazuje mi, że nie potrafię żyć bez terapii. Że nie potrafię w ogóle żyć. Że jestem jedną z tych życiowych pokrak, które powinny siedzieć w zakładzie do … Czytaj dalej

Podziel się!

926 – bez terapii jak bez ręki

Kiedy pan M. chciał ustalić termin zakończenia, a ja się przeciw temu buntowałam, powiedział, że i tak długo bez terapii nie wytrzymam. Według niego, po naszym ostatnim spotkaniu, szybko znajdę sobie nowego terapeutę. Wtedy wydawało mi się to nie do pomyślenia. Jakże mogłabym zaufać komuś innemu? Zaczynać wszystko od początku? Do tej pory nie mieści mi się to w głowie, ale…Prawda jest taka, że nie mogę, nie potrafię żyć bez wsparcia. Bez spotkań ze specjalistą, który mówi, co jest normalne, a co chore. Który nieustannie przypomina mi, jakie są moje cele i że wcale nie chcę umierać. Bez tego zaczynam … Czytaj dalej

Podziel się!