15 – zawsze jest za wcześnie, żeby się poddać!

Wstyd mi samej przed sobą, że tak zaniedbuję tego bloga i przepraszam za to tych, którzy jednak czasem tu zaglądają z nadzieją, że przeczytają coś nowego.Ci, którzy są ze mną długo lub czytali trzeci tom Młodego boga (bo chyba właśnie w „Samobójstwie na raty” o tym pisałam), widzą, że zawsze miałam tendencję do pisania pod wpływem trudnych i bolesnych emocji, a w lepszych czasach często znikałam.

Padam totalnie na twarz przez sen o zawrotnej długości trzech godzin oraz fakt spędzenia caluteńkiego dnia przed komputerem na ostatnim zjeździe kursu na doradcę ds. zdrowienia. Jednak zmotywowałam się do tego, by oficjalnie odnotować tu pewne, ważne dla mnie, kwestie.

Jednak zanim napiszę kilka zdań refleksji na temat tego kursu, mam dla Was inną nowinę. Ci, którzy zaglądają na mojego Facebooka już zapewne wiedzą, że po długich przygotowaniach w końcu złożyłam do KRS wniosek o rejestrację Fundacji zPogranicza. Teraz już zostaje mi tylko czekać. Także w końcu udało mi się dopiąć swego i zrobiłam to, o czym marzyłam tak długo. Pamiętajcie, marzenia się nie spełniają. Marzenia trzeba spełniać samemu!

Jeśli zaś chodzi o kurs. Nie ukrywam, że był on dla mnie bardzo cennym doświadczeniem.

Po pierwsze, mieliśmy wspaniałych wykładowców, którzy byli wyrozumiali, otaczali nas opieką, przekazywane przez nich treści były ciekawe i rozwijające.

Po drugie, byłam bardzo mile zaskoczona uczestnikami kursu. Było nas ponad dwadzieścia osób, a nie zauważyłam, aby pojawiła się jakakolwiek niezdrowa rywalizacja, większe konflikty, szeroko pojęta agresja czy niechęć względem siebie. Mieliśmy przestrzeń do bezpiecznego wymieniania się opiniami, doświadczeniami, przeżyciami czy pomysłami. Szanowaliśmy siebie, swoją odmienność, byliśmy wyrozumiali dla trudności innych. Atmosfera była przyjazna i sprzyjała rozwojowi. Przynajmniej ja to tak odbieram. W grupie było kilka osób, z którymi się znam lub przynajmniej, które kojarzę, bo gdzieś tam nasze drogi przecinały się na Facebooku. Fajnie było Was lepiej poznać!

Po trzecie. Ten kurs dostarczył mi sporo wiedzy na temat mnie samej. Pojawiło się we mnie wiele refleksji. Jak chociażby to, że nigdy nie podejrzewałabym siebie o tak daleko idącą aktywność na forum większej grupy! Co prawda mam jakieś tam doświadczenie z wystąpieniami publicznymi (choć do tej pory tylko online, z zacisza własnego, bezpiecznego domu, hehe), ale praca w grupie i spontaniczne wymienianie się przemyśleniami było dla mnie pewnego rodzaju nowością. A na pewno fakt, że robiłam to chętnie i sama z siebie (mam nadzieję, że Was nie zanudzałam swoimi rozkminami, hehe). Przekonałam się, że słowa pana M., który przez lata tłukł mi do głowy, że jestem ciekawa ludzi, a relacje z innymi mogą mi przynosić satysfakcję, okazały się jak najbardziej uzasadnione. Także oprócz zdobytej wiedzy i nawiązania ciekawych znajomości, poznania perspektywy różnych osób, dowiedziałam się wiele na swój temat.

A co, tak poza tym? Jestem bardzo zmęczona, a do tego chora. Potrzebuję resetu, odpoczynku i relaksu, bo od dłuższego czasu mam sporo na głowie. No i może w końcu uda mi się wrócić do pisania, bo pisanie jednej czy dwóch stron raz na kilka tygodni zdecydowanie mi nie wystarcza.

Pamiętacie mnie sprzed lat? Lub choćby sprzed roku? Pomyślelibyście, że to wszystko się tak potoczy? Że dojdę do miejsca, w którym jestem teraz? Nie? Ja też nie, hehe. Chciałabym zakończyć ten wpis moim ulubionym mottem:

Zawsze jest za wcześnie, żeby się poddać!

A ja jestem tego doskonałym przykładem.

Kochani, trzymajcie się i nie dajcie! I walczcie o siebie, bo nigdy nie możemy być pewni, co nas czeka za rogiem i dokąd uda nam się dojść.

Podziel się!

14 – powoli, ale nieustannie do przodu

Czy wspominałam już, że doba jest zdecydowanie za krótka?

Dochodzi dziewiętnasta, a ja właśnie usiadłam z kawą na kanapie. Od rana jestem na nogach, krzątając się i wypełniając domowe obowiązki. Wzięłam laptopa, ale kątem oka dostrzegam łypiącą na mnie choinkę, czekającą aż ją rozbiorę i schowam. Cóż, musi jeszcze chwilę zaczekać, bo krzyż mi pęka.

Poszukałam, poszperałam, wymieniłam kilka maili i chyba znalazłam siedzibę dla swojej fundacji. Za darmo do końca roku. W przyszłym tygodniu chcę podpisać umowę. Jeśli uda się nawiązać współpracę z tą organizacją, będę mogła liczyć też na przejrzenie statutu, który mam już gotowy i różne porady. Mam też już notariusza, do którego udam się, jak tylko dostanę zielone światło ze statutem. A potem już tylko wniosek o rejestrację w KRS i oczekiwanie na decyzję.

Jeśli chodzi o tajemniczy projekt, nad którym pracuję, udało mi się zebrać bardzo dobry zespół. Kilkunastu specjalistów zgodziło się pracować nad tym projektem pro bono. Choć włożyłam w to już wiele czasu i wysiłku, wciąż większość jest do zrobienia. Ale sił mi nie zabraknie. Wiary w sens i to, że się to uda – również.

Miewam oczywiście chwile zwątpienia, ale nie bojkotuję już swoich działań. Nie ma już miejsca w moim życiu na autosabotaż. Jest zbyt wiele ważnych rzeczy do zrobienia, by móc sobie pozwolić na autodestrukcję.

Szkoda tylko, że nie mam ani chwili na pisanie dwóch zaczętych książek…

Podziel się!

13 – yyy… dawno mnie tu nie było

Zbieram się od naprawdę długiego czasu, żeby coś napisać. Ale wiecznie nie mam kiedy. I okazało się, że nie zaglądałam tu od początku grudnia. Kiedyś taka sytuacja nie miałaby miejsca. Ale teraz? Szczerze? Żyję prawdziwmym życiem, a codzienność nie dostarcza mi tak intensywnego bólu, żebym musiała pisaniem redukować poziom napięcia czy cierpienia.

Jedyne, na co narzekam, to kompletny brak wolnego czasu.

Dużo pracuję zawodowo. Oprócz tego uczestniczę w kursie na doradcę ds. zdrowienia. Jestem już po dwóch zjazdach. Poza tym przygotowuję się do założenia fundacji, co jest, jak na razie, dość karkołomne. Ilość spraw do załatwienia, dokumentów, sprawozdań i innych tego typu kwestii mnie przeraża. Ale cóż, nie poddaję się i w końcu dopnę swego!

Pracuję też nad dużym projektem, o którym wspominałam, choć jeszcze nie podam żadnych szczegółów. Udaje mi się zaangażować w niego coraz więcej osób i mam nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli.

Także, chciałabym podkreślić, brak informacji ode mnie, to dobra informacja. Oznacza bowiem, że zaangażowanie realnym życiem pochłania mnie bez reszty.

Trzymajcie się i nie dajcie się!

Podziel się!

12 – w końcu napisałam kilka zdań!

Nie wiem, chyba należy to rozpatrywać w kategorii cudów, bo, po miesiącu, dzisiaj w końcu udało mi się siąść do „Walcząc o życie”. Sukces!

Ostatnio, po długiej, wielotygodniowej walce z myślami, wysłałam maila do pana M. Wahałam się, bo nie rozmawialiśmy na temat kontaktu po zakończeniu terapii, a terapeuci psychodynamiczni są raczej sceptycznie do tego nastawieni. Opisałam to, co dzieje się w moim życiu. Zmiany, które we mnie zaszły. Podziękowałam za to, co dla mnie zrobił, jak bardzo mi pomógł.
Doczekałam się nawet odpowiedzi. Mój były terapeuta napisał, że cieszy się z tego, jak układam sobie życie. Że miło czytać moje słowa. Dodał, że efekty terapii widać dopiero po jej zakończeniu, dlatego rzadko się o nich dowiaduje.
Po otrzymaniu wiadomości zwrotnej znów zatęskniłam za tą relacją. Jakoś mnie nosiło i nie umiałam sobie znaleźć miejsca. Choć teraz, pół roku po rozstaniu, bardzo rzadko myślę o panu M., czasem jeszcze odzywa się tęsknota i poczucie straty ważnej relacji. Ale myślę, że to normalne. W końcu przegadaliśmy kilkaset godzin, spotykaliśmy się regularnie sześć lat. Trudno byłoby tak po prostu wymazać to z pamięci.

Wciąż żyje mi się dobrze. Czasem nieco bólu sprawia mi natłok przykrych emocji z przeszłości, które dalej ze mnie wychodzą. Ale nie dezorganizuje to mojego życia i funkcjonowania. Niezmiennie pozostaję aktywna. Nie narzekam na brak zajęć, tylko na brak wolnego czasu, podczas którego mogłabym pisać albo usiąść pod kocem z książką i zanurzyć się beztrosko w lekturze. Ale jestem wdzięczna za to, co mam, co robię. Za każdą aktywność, która sprawia, że zasypiam z poczuciem zrobienia czegoś ważnego lub potrzebnego.

Poniżej wrzucam nagranie z live’a o borderline zorganizowanego przez Fundację Wielogłosu.

Podziel się!