11 – wykład na temat borderline

Jestem tak zarobiona, mam tyle na głowie, że dopiero teraz zauważyłam swoją trzytygodniową nieobecność tutaj. No cóż, dzieje się, wiele się dzieje.

Wczoraj odbyło się spotkanie ze mną w ramach wykładu „BORDERLINE oczami psychoterapeutki i pacjentki” organizowanego przez Naukowe Koło Psychologii Klinicznej UWr. Pierwsza, teoretyczna część wykładu dotycząca diagnozy oraz terapii borderline została poprowadzona przez Magdalenę Tylko, szefową Polskiego Towarzystwa DBT. Druga część, w formie wywiadu, poświęcona została omówieniu kryteriów diagnostycznych na moim przykładzie oraz opowiedzeniu, jak wygląda to zaburzenie z perspektywy pacjenta. Serdecznie zapraszam do obejrzenia nagrania!

Natomiast już w poniedziałek (29.11) o godzinie 17:00 odbędzie się spotkanie ze mną w ramach Live z Platformą Zrozumienia organizowane przez Fundację Wielogłosu.

Podziel się!

10 – plany

Na swojej stronie autorskiej napisałam, że „mam dużo marzeń i planów”. O, tak! Mam ich pełno. I mam świadomość, że marzenia same się nie spełniają. Trzeba działać i walczyć, by stały się rzeczywistością.

Powolutku zdobywam wiedzę na temat fundacji i jej założenia. Napisałam również wstępny szkic statutu. Ale nic na hurra, to musi być przemyślane działanie.

Za planami założenia fundacji idzie również chęć podjęcia studiów psychologicznych. Myślę, że psychologia kliniczna bardzo by mi pomogła w dobrym prowadzeniu rzeczonej fundacji i portalu zPogranicza.pl.
I tu właśnie pojawił się zgrzyt między mną, a Mrówkiem. On był zdecydowanie przeciwny moim planom powrotu do nauki. Uważał, że biorę na siebie za dużo i to nie może skończyć się dobrze. Cóż, przez te piętnaście lat znajomości poznał mnie na wylot. Przez co dla niego oczywistym jest, że skoro teraz jest dobrze, w końcu nadejdzie kryzys, a ja po raz kolejny wyląduję na oddziale zamkniętym. Zresztą… moje studiowanie filozofii, a potem dwukrotne rozpoczynanie studiów pedagogicznych nie skończyło się dobrze. Za każdym razem przychodził tak poważny kryzys, że musiałam rezygnować z nauki.
Wiem, że Mrówek i rodzina patrzą na mnie przez pryzmat swojej wiedzy o mnie, przez doświadczenia moich hospitalizacji, prób i tendencji samobójczych, epizodów depresyjnych. Mam świadomość, że pięć miesięcy to zbyt krótki czas, by powiedzieć jednoznacznie, że mogę bezpiecznie zacząć studia. Dlatego Mrówek zaproponował kompromis.

W 2011 roku dr Mary Zanarini przeprowadziła szczegółowe badania na temat uleczalności borderline. Za kryteria wyleczenia przyjęła dwa lata bez symptomów oraz dobre funkcjonowanie zawodowe i społeczne. I takie kryteria zostały również przyjęte przez Mrówka. Jeśli w ciągu dwóch lat (właściwie to roku i siedmiu miesięcy, bo minęło już pięć miesięcy) nie będę miała załamania, epizodu depresyjnego, nie wrócę do autodestrukcji i autoagresji, Mrówek i moja rodzina nie będą mieć nic przeciwko moim studiom. Przystałam na ten kompromis bez zbędnego zwlekania, bo uważam, że jest on bardzo racjonalny i rozsądny.
Trzymajcie więc kciuki, bo muszę wytrzymać jeszcze półtora roku bez „odpierdalania”, jak Mrówek zwykł nazywać moje jazdy, hehe. Jeśli wszystko będzie dobrze, w kwietniu 2023 wezmę udział w rekrutacji.

Oprócz tego przygotowuję się do dużego projektu, o którym już wspominałam. Na razie rozmawiam ze specjalistami, pozyskuję osoby do współpracy. Jeszcze nie zdradzam żadnych szczegółów, bo jest na to za wcześnie.

Za tydzień premiera „Dwóch słów”. Już myślę o wydaniu „Granic obłędu”. Powolutku też przybywa znaków w „Walcząc o życie”.

Nareszcie czuję, że moje życie ma sens. Że mam na nie realny wpływ. Całą tę trudną przeszłość zostawiłam za sobą. Już jej nie rozpamiętuję. Co było, to było. Jakby nie patrzeć, dzięki niej jestem tu, gdzie teraz. Skupiam się na teraźniejszości i przyszłości, bo to one są ważne i to je mogę kształtować tak, jak chcę. A chcę od życia dużo, ale pragnę również wiele dawać innym.

Podziel się!

9 – w wirze aktywności

Ostatnio nie mogę narzekać na brak zajęć. Mam masę pracy zawodowej, która zajmuje mi zdecydowaną większość czasu.
W wolnych chwilach, które udaje mi się czasem wygospodarować, piszę wspomnienia z terapii.
Oprócz tego powoli zaczynam pracę nad pewnym dużym projektem. 22 listopada mam ważne spotkanie w tej sprawie, więc trzymajcie kciuki!

A dziś zostało dodane wydarzenie na Facebooku, więc mogę Was już oficjalnie zaprosić na spotkanie online ze mną w ramach wykładu organizowanego przez Koło Naukowe Psychologii Klinicznej UWr. Oprócz mnie wystąpi również Magda, szefowa PT DBT. Oczywiście będziemy rozmawiać o borderline. Więcej info w wydarzeniu.

Podziel się!

8 – przedsprzedaż thrillera „Dwa słowa”!

Kochani, w Empiku ruszyła przedsprzedaż mojego najnowszego thrillera psychologicznego „Dwa słowa”. Promocja -24%, czyli za 29,99 zł.

KUP TERAZ w Empiku!

„Dwa słowa” to mocny i trzymający w napięciu thriller psychologiczny z niebanalnym zakończeniem.Kiedy zauroczenie przeradza się w obsesję, miłość staje się destrukcyjna, a nadzieja może zabić.Kinga, początkująca piosenkarka, po zerwaniu z wieloletnim partnerem, postanawia odezwać się do dawnej, nieszczęśliwej miłości. Kiedy dowiaduje się, że Piotr, obiekt jej nieodwzajemnionych uczuć, jest szczęśliwie żonaty i ma dzieci, mimo wszystko postanawia o niego zawalczyć. Trzydziestokilkulatka podstępem zdobywa jego adres i bezpardonowo wdziera się do spokojnego życia małżeństwa. Jej uczucie staje się obsesyjne, a ona nie zamierza cofnąć się przed niczym, by osiągnąć swój cel – zdobyć Piotra.Do czego doprowadzi jej zaborczość? Czy tragedii uda się uniknąć? Odpowiedź na te pytania znajdziesz w najnowszym thrillerze psychologicznym „Dwa słowa”.

Jeśli lubisz silny dreszcz emocji, analizę psychiki bohaterów i lawirowanie między jawą a snem, ta książka jest dla Ciebie!Jedno jest pewne – czytając tę książkę, gęsia skórka nie będzie Cię opuszczać, a zakończenie nieźle namiesza Ci w głowie!

Początkowo fabuła miała mieć inny przebieg. Jednak w miarę pisania okazało się, że postaci „Dwóch słów” mają swoje charaktery, pragnienia i przeszłości. Że mimo mojej siły sprawczej, żyją własnym życiem. Przecięcie się ich dróg sprawiło, że interakcje między nimi stały się realne.Ja zaś byłam tylko obserwatorką, która spisała tę historię…

Podziel się!

7 – psychoterapia jest jak…

Od zakończenia relacji z panem M. minęło cztery i pół miesiąca. I wiecie, co? Przestałam tęsknić. Przestało mi brakować sesji. Dojrzałam do samodzielnego życia, które okazało się trudne, ale jednocześnie fascynujące i przynoszące dużo satysfakcji. To, że potrafię sobie samodzielnie radzić z emocjami, nie ulegać patologicznym schematom, że w końcu po tylu latach potrafię działać wbrew złemu samopoczuciu, że umiem się zatrzymać i nie pogłębiać negatywnych stanów emocjonalnych jest naprawdę powodem do ogromnego zadowolenia z siebie.

Pisanie wspomnień z terapii sprawia, że przypominam sobie różne sytuacje, rozmowy, wydarzenia. Ale nie rani mnie to. Wręcz przeciwnie. Dominuje we mnie nostalgia – niby smutek, a jednak przynoszący swego rodzaju przyjemność.

Cały okres terapii wychodziłam z założenia, które gdzieś kiedyś przeczytałam, że terapia powinna skończyć się wtedy, gdy pacjent przestaje potrzebować terapeuty. Kiedy usłyszałam, że mamy kończyć i choć ten proces trwał blisko rok, nie potrafiłam się z tym pogodzić. Usilnie twierdziłam, że to za wcześnie, że nie jestem gotowa. Że sama sobie nie poradzę. Słowa pana M.:
– Czyli terapia nic pani nie dała.
spowodowały ogromny ból. Przecież to nie było tak, że mi nie pomógł, że…
I dopiero po jakimś czasie od rozstania, gdy emocje nieco osłabły i nabrałam odpowiedniego dystansu, okazało się, że jednak byłam gotowa na koniec. W czasie tych sześciu lat zyskałam zasoby umożliwiające mi samodzielne życie, ale lęk przed rozstaniem nie pozwalał mi tego dostrzec. Łatwiej było mi rezygnować z odpowiedzialności za własne życie i próbować przerzucić ją na terapeutę. Bo samodzielne życie wymaga wysiłku, odwagi, podejmowania pewnej dawki ryzyka i wzięcia na siebie ciężaru odpowiedzialności.

Paradygmat psychodynamiczny zakłada, że udana terapia trwa całe życie. W czasie spotkań z terapeutą wzmacnia się ego i rozwija ego obserwujące. I przecież nie chodzi o to, by podczas terapii rozwiązać wszystkie swoje problemy. Bo życie dostarcza wciąż nowych kłopotów. Chodzi o to, by nauczyć się je samodzielnie rozwiązywać. By nauczyć się sobie radzić w sytuacjach kryzysowych, łagodzić wewnętrzne konflikty. I właśnie tę umiejętność wyniosłam ze swojego procesu leczenia.

Psychoterapia zaczęła mi się kojarzyć z popularną metodą nauki jazdy na rowerze. Dziecko wsiada na rower, a opiekun pomaga mu zachować równowagę, trzymając przytwierdzony do roweru drążek. Dziecko ma wrażenie, że jeździ, choć tak naprawdę większość pracy wykonuje dorosły. I nagle drążek zostaje puszczony. Malec jedzie dalej, choć zapewne przewróci się, gdy zobaczy, że już nikt mu nie pomaga. Ale po wywrotce wsiada znów na rower i odbywa pierwszą samodzielną jazdę. Rolą dorosłego jest nie tylko pomoc w zachowaniu równowagi, ale również wsparcie i wzmocnienie wiary we własne możliwości.

Podziel się!