938 – oszywiście, długo czekać nie trzeba było

Na co? Ano na to, co robię najlepiej – gnojenie siebie, doszukiwanie się i myśli samobójcze. Siedzę i płaczę. Ten pierdolony świat chce, żebym się zajebała, cały czas rzucając mu pieprzone kłody pod nogi. I tak myślę… Co za różnica, czy wyhuśtam się teraz, czy za miesiąc? KURWA! Przecież ja nawet nie chcę się leczyć na koszt państwa. Chcę iść prywatnie. I chuj. Dostałam jedno polecenie na fb. Sprawdziłam – jak w przypadku poprzednich terapeutów, do konca roku nie ma zapisów do kolejki. Rozmawiałam że znajomą z zarządu PTDBT. Mówi, że w moim mieście nie mają dostępnego mężczyzny po kursie … Czytaj dalej

Podziel się!

937 – nie ma terapeutów i chuj

Przyszłam się pożalić, bo poziom frustracji zaczyna osiągać niebezpieczny poziom. Przejrzałam wszystkie strony na Google w poszukiwaniu terapeuty schematów lub DBT w moim mieście. I chuj. W kobietach można przebierać jak w ulęgałkach, a facetów nie ma. O, przepraszam. Znalazłam trzech, z czego do dwóch do końca tego roku nie ma już zapisów do kolejki, w której czeka się do roku na podjęcie terapii. Do trzeciego napisałam z opisem problemu i pytaniem o możliwość konsultacji. Dziś mi odpisał, że do wakacji nie ma miejsc na nową osobę i po opisie problemu sugeruje trening umiejętności DBT. A ja na żadne grupówki … Czytaj dalej

Podziel się!

935 – krótka analiza tendencji samobójczych

Tendencje samobójcze nieco wystopowały. „Zabiję się” osłabło do „chciałabym, żeby mnie nie było”. Znów robi się bezpieczniej. Mniej boleśnie, bo tsunami cierpienia stało się zwykłą, spokojną falą.Tak myślę o tym kryzysie. Skąd się wziął? Co było jego przyczyną? Mam pewne podejrzenia. Jeśli są prawdziwe, to naprawdę nie była żadna tragedia. Ale zaczęłam się gnębić. Wciąż i wciąż tłuc sobie do głowy, że to przekreśla wszystko. Całe moje pisanie, całe życie. I może rzeczywiście, gdyby wyłapać ten schemat już na początku, nie doszłoby do takiej eskalacji negatywnych emocji, bólu i, w konsekwencji, tendencji samobójczych. Ale to tylko przypuszczenia.Pan M. wczoraj zwrócił … Czytaj dalej

Podziel się!

934 – terapia borderline: sama relacja nie wystarczy

Kiedy stałam pod klatką i paliłam drugą fajkę, rozszalała się śnieżyca. Idąc tam, miałam tyle do powiedzenia. Ale w tamtym momencie miałam wrażenie, że podmuchy silnego i lodowatego wiatru wywiały ze mnie wszystko. Każdą najmniejszą myśl i emocję. Usiadłam w fotelu i, jak zwykle, utkwiłam wzrok w puszcze Redbulla, palcem wskazującym lewej ręki bawiąc się kluczykiem do otwierania. Dopadła mnie straszna niemoc. Zastanawiałam się, po co tam przyszłam. A z drugiej strony spłynął na mnie taki błogi spokój. Cały lęk przed spotkaniem uleciał i znów poczułam tę bliskość, zaufanie i bezpieczeństwo, których tak mi brakowało przez ostatnie tygodnie. Dojmujące poczucie … Czytaj dalej

Podziel się!

933 – radość, wstyd i lęk

Dzisiejszemu spotkaniu towarzyszą z jednej strony ogromne emocje. A spośród nich chyba najgłośniejsze są radość, wstyd i lęk. Z drugiej jednak, całkowita pustka. I zawsze mnie ten fenomen dziwił. Jak to jest? Emocje są tak silne, że umysł je odcina i stąd wrażenie pustki? Czy działa to na takiej zasadzie, jak agresywne pragnienie schrupania albo uduszenia szczeniaczka, bo jest taki słodki (zjawisko czułej agresji)? Gdy widzimy takiego słodziaka, często budzą się z nas mordercze instynkty. Ale to nie dlatego, że jesteśmy źli. To umysł w ten sposób broni się przed nadmiarem pozytywnych emocji i wytacza te przeciwstawne do nich. Żeby, … Czytaj dalej

Podziel się!

932 – odpisał

Kiedy o 8:25 zawibrował telefon, podskoczyłam przestraszona. Sięgnęłam po niego. SMS z obcego numeru. Ściana łez. To on. Pan M. odpisał. Czy pasuje mi spotkanie jutro o 11:15? Szybko odpowiedziałam, że będę. Jakby miał się rozmyślić. I zaraz milion problemów. Tysiące myśli, jedna gorsza od drugiej. Jak dam radę tam pójść? Po tym wszystkim? Po tej kilkustronicowej wiadomości pożegnalnej, w której wyznałam mu wszystko? Wiem, nie było tam nic złego czy kontrowersyjnego, ale mimo wszystko… I setki obaw. Czy dam radę coś powiedzieć? Przecież w myślach mówię do niego od półtora miesiąca, ale czy dam radę coś wyartykułować? Cokolwiek? Czy … Czytaj dalej

Podziel się!

931 – po co to zrobiłam?

Złamałam się. Napisałam do pana M. Z racji świąt i tego, że nie chciałam mu przeszkadzać, wysłałam maila. Opisałam mu, jak jest. I zapytałam, czy mogę wrócić, chociaż po to, żeby dokończyć terapię. Choć na te kilka spotkań. Dlaczego to zrobiłam? Chyba z bólu. Z cierpienia, którego nie potrafiłam już dłużej wytrzymać. Albo żeby sobie jeszcze bardziej dowalić. Dołożyć kolejne odrzucenie. Myślę, że postąpiłam źle. Bo albo nie odpisze, co będzie wiązało się z jeszcze większym bólem. Albo odpisze i się nie zgodzi, co będzie się wiązało z tym pierwszym. Albo się zgodzi, czyli wrócę na kilka sesji, które w … Czytaj dalej

Podziel się!

930 – przekaz?

To będzie gorzki wpis. Bardzo gorzki. Długo się nad tym zastanawiam i… jaki przekaz ma płynąć z „Poskromić borderline”? Że warto się leczyć? Że warto się przełamywać, ufać, wierzyć, że będzie lepiej? Że warto wydać kilkadziesiąt tysięcy złotych, nie mówiąc już o setkach godzin życia? Że warto w siebie ładować tony chemii? Tylko po co? Żeby ostatecznie cierpienie było na takim samym poziomie, a do tego doszło poczucie opuszczenia? Zdradzenia? Pozostawienia samemu sobie? Naprawdę? Najpierw masz wiarę, ufasz w pomoc, angażujesz się. A potem zostajesz sam, jak na początku. I nikogo już nie obchodzą twoje łzy, ani krzyki rozpaczy. Nikogo … Czytaj dalej

Podziel się!

929 – osamotniona

Błagam każdego specjalistę po kolei o pomoc. Że już nie mogę. Że myśli przeradzają się w plany. Że autoagresja, autodestruckcja. Że nie daję sobie rady. Błagam, krzyczę: Niech mi ktoś pomoże! Nie daję już rady sama. Ale dociera do mnie tylko głuche echo ich milczenia i obojętności.

Podziel się!

926 – bez terapii jak bez ręki

Kiedy pan M. chciał ustalić termin zakończenia, a ja się przeciw temu buntowałam, powiedział, że i tak długo bez terapii nie wytrzymam. Według niego, po naszym ostatnim spotkaniu, szybko znajdę sobie nowego terapeutę. Wtedy wydawało mi się to nie do pomyślenia. Jakże mogłabym zaufać komuś innemu? Zaczynać wszystko od początku? Do tej pory nie mieści mi się to w głowie, ale…Prawda jest taka, że nie mogę, nie potrafię żyć bez wsparcia. Bez spotkań ze specjalistą, który mówi, co jest normalne, a co chore. Który nieustannie przypomina mi, jakie są moje cele i że wcale nie chcę umierać. Bez tego zaczynam … Czytaj dalej

Podziel się!