289 – „Autoterapia”: Słowo od autora

Nadeszła kolejna wiekopomna chwila! Z okazji napisania ponad połowy rozdziałów „Autoterapii”, fanpage FB książki ogłaszam za opublikowany – facebook.com/borderline.autoterapia

A na pierwszy rzut:

SŁOWO OD AUTORA

2013 był dla mnie dość dobrym i łaskawym rokiem. Schudłam, ćwiczyłam, zdrowo się odżywiałam. Miałam siłę do życia, energię i wiarę w lepszą przyszłość.
Lektura najróżniejszych podręczników do psychologii i psychoterapii dostarczyła mi podstaw wiedzy o tajnikach ludzkiej psychiki.
Wiedziałam, że prędzej, czy później wróci kryzys. Że znów nie będę miała na nic siły, a planowanie samobójstwa i autoagresja będą moimi jedynymi aktywnościami.
Podjęłam decyzję o napisaniu serii wpisów na blogu, które miały być moją autoterapią. Początkowo były dość krótkie, jednak ta forma próby uporania się ze swoimi problemami, bardzo mi się spodobała. Zdecydowałam, że z bloga przeniosę się do edytora tekstu, a wpisy rozwinę do rozdziałów i tak powstanie moja pierwsza książka.
Płonne to były nadzieje.
Po napisaniu jakichś trzydziestu stron – projekt porzuciłam. Jak zresztą robiłam z każdą swoją „książką”. Kończyło się na pomyśle i kilkunastu stronach.
Potem jeszcze kiedyś tam zajrzałam, coś dopisałam. I twierdząc:
– Bezsensu. Przecież to się i tak nie uda – przeniosłam plik do jakiegoś głęboko schowanego i nieużywanego katalogu. „Autoterapia” – zapisana gdzieś na dysku, w zupełnym zapomnieniu.
Gdy w 2014 udało mi się napisać pierwszą książkę – „Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk” – stwierdziłam, że z prozą nie jest mi tak zupełnie nie po drodze. Kiedy udało mi się ją wydać, z napisanego w szpitalu psychiatrycznym dziennika, postanowiłam stworzyć autobiograficzny cykl o pogranicznym zaburzeniu osobowości (borderline). Jakoś w kwietniu 2016 postawiłam ostatnią kropkę w drugiej części cyklu – „Terapii u Doktorka” i zabrałam się za pisanie trzeciej – „Samobójstwo na raty” – na podstawie dziennika prowadzonego przez siedem lat bezpośrednio poprzedzających wydarzenia z części pierwszej. Nie wytrzymałam długo – byłam zbyt rozbita rozdrapywaniem starych ran. Wtedy przypomniałam sobie o projekcie „Autoterapii”. Wygrzebałam plik z odmętów dawno zapomnianych katalogów.
Po przeczytaniu tego, co napisałam trzy lata wcześniej stwierdziłam, że zasługuje to na dokończenie.
Konsekwencją tej decyzji jest oddanie w Wasze ręce mojej trzeciej książki, tematycznie zbieżnej z cyklem „Młody bóg z pętlą na szyi”, jednak zupełnie odmiennej w klimacie…

287 – terapia borderline: a imię jego Prowokacja

Na terapię szłam z wielką ochotą. Dobry nastrój, małe sukcesy.
Zasypał mnie gradem pytań. Mówił dużo, jak na niego.
Wiem, że jego zamiarem nie było atakowanie mnie. Ale tak to odczułam. Miałam mu na to zwracać uwagę, wiem. Nie potrafiłam.
– Przed złością na panią chroni mnie interpretacja. Dzięki temu rozumiem mechanizmy i nie złoszczę się na panią.
– Wiem.
– Co pani wie?
A ja nie potrafiłam powtórzyć. Przecież to jasne dla mnie, co powiedział. Mimo wszystko nie potrafiłam sparafrazować. Rzecz się ma diametralnie odmienne, gdy zaczynam pisać. Wtedy nawet nie muszę się zastanawiać, po prostu wiem, co mam na myśli.
Nie znoszę takich sytuacji. Czuję się jak upośledzona.
– A gdybym teraz poprosił, żeby się pani pocięła, zrobiłaby to pani?
– Nie.
– Dlaczego?
– Bo nie chcę.
– No właśnie, bo pani robi tylko to, co chce.
I znów to samo. Atak. Najprawdopodobniej nieświadomy. Lub zamierzona prowokacja. Ale poczułam się nieswojo.
Chyba powinnam mu o tym powiedzieć.

286 – ta twoja pisanina…

– Skończ już gadać o tych książkach. Nic innego cię nie obchodzi.
– Ale to dodaje mi sił!
– A mi je odbiera. Rodzice nie powiedzą ci, że mają tego dość, bo obchodzą się z tobą, jak z jajkiem. Ciotka, jak już coś powie, to potem przeprasza. Ktoś ci to musi w końcu powiedzieć.
– Ale to dla mnie ważne!
– Jak napiszesz jakąś beletrystykę, bestseller, na którym będziesz zarabiać, wtedy uznam cię za pisarkę. Nie będę się czepiał, że piszesz całymi dniami. Sam będę czytał twoje książki. Ale rzuć mi jakiś rękopis, od którego nie będę się mógł oderwać. A nie te wypociny, o twojej chorej psychice.
– A taki Cook? Pisał thrillery medyczne.
– To napisz thriller medyczny.
– Piszę psychologiczny.
Uderzył ręką w czoło, w geście załamania i bezsilności.
No co… mam swój świat, swoje kredki i swoje jazdy.
Nie podoba się? Nie czytaj.
Zanim przejdę do beletrystyki, muszę rozliczyć się z sobą.

285 – smutku!

Przecież to nie tak, że dążę do smutku. To nie tak, że uciekam od szczęścia. Przecież go pragnę, a tego pierwszego nie znoszę.
Nie znoszę? Czyżby?
To w smutku słowa nabierają znaczeń. W smutku obrazy ożywają i ubierają się w trójwymiar.
Ucieczka od niego. I oglądanie się za nim. Czy nadąża? Czy się nie zgubił?
Może tak musi być.
Może łzy muszą podlewać oczy, by te nie wyschły. Nie straciły umiejętności patrzenia. I widzenia więcej. Widzenia przez, widzenia ponad, widzenia pomimo.
– Czuje pani smutek?
Smutek? Nie wiem. Dyskomfort życia. Czy może raczej świadomości życia.
Bez niego chyba już nie umiem.
To on nadaje znaczeń. Wszystkim i wszystkiemu.
Karmi kreatywność. Podsyca twórczą płodność. Pielęgnuje wrażliwość.
Wyrzec się go? W imię szczęścia? Szczęśliwym można bywać. Nie przeczę, że to kusi.
Smutek. Smutek organiczny, jak zwykłam mawiać, powtarzając po modernistach.

Czy ten smutek rzeczywiście jest zły? Chory może bardziej.

3:20
Sen nie chce przyjść. Zdrajca, zawsze oszukuje. Za to smutek… smutek wziął mnie w ramiona. I mocno do siebie przytulił.

284 – coś dobrego

A nie mówiłam? A nie mówiłam?!

Pozbierałam się i wstąpiły we mnie nowe siły.
Twarda babka jestem i żadnych psychiatryków nie potrzebuję. Już nie.

Cieszą małe rzeczy.
Kolejne strony „Autoterapii”. Miejsce 49. w Empik TOP100 tygodnia literatury obyczajowej (e-booki). Praca zawodowa.
Znów mam energię. Znów chce się żyć. I za namową terapeuty, dbam o robienie rzeczy dla siebie dobrych. Codziennie. Choćby był to kwadrans pisania książki – obojętnie której.

Róbcie dla siebie coś dobrego. Codziennie!

282 – terapia borderline: pokaże mi pani blizny?

– Pokaże mi pani blizny?
To pytanie padało wielokrotnie, gdy poruszałam temat autoagresji.
– NIE – było zawsze wypowiedziane szybko, twardo i stanowczo. Nie znosiło żadnego sprzeciwu.
Do czasu.
Nieco pozbawiona hamulców przez Lorafen, bez namysłu odsłoniłam sznyty na nadgarstku. Nachylił się, by zobaczyć je lepiej i dokładniej.
Blizny na ramieniu widział już jakiś czas temu, gdy upał zmusił mnie do ściągnięcia koszuli i pozostania w bluzce na ramiączkach. Zadał wtedy kilka pytań i wróciliśmy do poprzedniego tematu.
Tym razem, widząc to półcentymetrowe paskudztwo ciągnące się przez jedną piątą przedramienia, wyczułam w nim jakąś zmianę.
Zaczęłam się obawiać, że w końcu i z jego ust padnie:
– Jeśli się pani potnie, proszę nie przychodzić na sesję.
Albo, co gorsza:
– Jeśli znów się pani potnie, zakończę terapię.
Nic takiego nie miało miejsca. Nie wyartykułowałam również swoich obaw.
Mam nadzieję, że po tej czternastoletniej „przygodzie”, rozdział okaleczania się w końcu został zamknięty. Choć raczej jest to pobożne życzenie.
Po raz kolejny, tak bardzo się boję odrzucenia i opuszczenia, w skutek swojej autodestrukcji.

280 – przedsprzedaż „Terapii u Doktorka”!

RUSZYŁA PRZEDSPRZEDAŻ „TERAPII U DOKTORKA”!

Słuchajcie! Właśnie wystartowała zbiórka pieniędzy na wydanie papierowe drugiej części „Młodego boga…” za pośrednictwem serwisu wspieram.to!
Aby projekt został zrealizowany, musimy zebrać 13 tys. zł (8 tys. wydanie, 2 tys. wysyłka książek dla darczyńców,a kolejne 3 tys. to prowizja serwisu i podatek).

Ustawiłam różne progi wysokości wpłat, aby każdy mógł wybrać coś dla siebie. Można zamówić e-booka, można książkę papierową, a także książkę z imienną dedykacją i wydrukowanymi w książce imiennymi podziękowaniami za wsparcie akcji.

Będę Wam bardzo wdzięczna za pomoc i każdą formę zaangażowania w akcję.

Co ważne, gdy nie uda się zebrać tej kwoty (wtedy nie otrzymam żadnych środków), pieniądze wracają do Was.

Pomożecie?

https://wspieram.to/terapia-u-doktorka