660 – sens znów poszedł się…

Sens znów poszedł się jebać. I chyba nie ma zamiaru wracać.
Napisałam dziś kawałek rozdziału i zamknęłam zeszyt.
Jest mi smutno. Łzy cisną się do oczu. Mrówek powtarza, że piszę pierdoły i chyba mu uwierzyłam. Znów zastanawiam się nad porzuceniem pisania. Szkoda czasu. Mam z tego marny grosz i nic więcej. Powinnam skupić się na pracy i zarabianiu pieniędzy, którymi tak gardzę.
Brak sesji od miesiąca daje się we znaki. We wtorek terapia. Nareszcie…

659 – Bohema

Siedzę od siódmej i zgadnijcie, co robię? Tak, piszę Bohemę!
Nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę do tej książki. Zaczęłam ją kilka lat temu, kiedy jeszcze raczkowałam w pisaniu.
Na razie opracowuję kilka napisanych rozdziałów.
Wiecie, ja tak bardzo kocham pisać!
Za niecałe trzy tygodnie premiera Autoterapii. Ale bardziej czekam na premierę Uśpionej, bo tak bardzo jestem ciekawa Waszej opinii o mojej pierwszej beletrystyce! Mam nadzieję, że Wam się spodoba!

658 – powrót!

Dziś nastrój zgoła inny. Jest siła. Jest moc!
Wstałam o siódmej i zabrałam się za pisanie ostatniego rozdziału Bestselleru. I wiecie, co? Skończyłam! To znaczy skończyłam wstępną wersję. Teraz, jak zwykle, sto razy trzeba przeczytać, poprawiać itd. Jednak wstępnie Bestseller jest napisany!
Wyszło słońce. I u mnie promiennie.
Myślami jestem już w Bohemie. Nie mogę się doczekać, kiedy zacznę ją pisać! Aha, tym razem trup nie będzie się ścielił gęsto. Nie będzie porwań, seryjnych morderców ani innych, brutalnych zbrodni. Za to będzie bardzo psychologicznie.

657 – nadchodzi…

Czyżby nadchodził kolejny kryzys? Jest mi źle i smutno od wczorajszego popołudnia.
Zaczęłam wątpić w sens pisania. Siedzę od siódmej trzydzieści nad zeszytem i napisałam jedno zdanie. Po co mam pisać? Przecież tyle ludzi wydaje książki. Na co komu kolejne?
Deszcz wygrywa smutną melodię na parapecie. Pogoda dostroiła się do mojego samopoczucia. Słońce nie wypala melancholii.
Sensie życia… gdzie jesteś?

654 – urlop

Od wczorajszego wieczoru jesteśmy u moich rodziców.
Obudziłam się dziś o wpół do ósmej. Wzięłam zeszyt z Bestsellerem i popijając kawę, machałam długopisem nad kartką. Nic nie napisałam. Ani słowa.
Zaczęłam za to czytać. Siedziałam sobie na huśtawce na tarasie i pochłaniałam książkę „Polscy seryjni mordercy”.
Rano byliśmy na długim spacerze w lesie. Pod wieczór byliśmy w lesie na rowerach.
Czuję, że tu wypocznę. I odżyję psychicznie.
Tylko żebym jeszcze mogła pisać…

653 – piątkowa sesja

Może i macie rację. Może wczorajsza sesja nie była zmarnowana? Niemniej jednak, czując duży niedosyt, poprosiłam pana M. o jeszcze jedno spotkanie w tym tygodniu. Widzimy się w piątek.
Lęk już opadł. Terapeuta potwierdził, że nie ukarze mnie w żaden sposób za pocięcie się i wypisywanie do niego SMS. A obawiałam się, że może przegięłam z pisaniem do niego? Nic z tych rzeczy. Kiedy pomyślałam sobie, jakby zareagował pan S… Niebo a ziemia. Mam wrażenie, że pan M. też dba o naszą relację.
Jeszcze dwa dni i urlop. Na weekend przyjeżdża do nas teściowa. W niedzielę jedziemy do moich rodziców.
Nie piszę od jakiegoś czasu. Zupełnie nie potrafię się za to zabrać. Może potrzebna mi taka przerwa? Choć z tego wszystkiego, nie pamiętam już, ile zabójstw popełnił Artuszewski.
Ale mam plan.
Wydrukuję to, co mam i na wsi przeczytam. A potem znów zacznę pisać (oby)! Zamierzam też nadrobić zaległości w czytaniu książek. Mam kilka pozycji o psychopatach, które kupiłam i leżą odłogiem.
Chcę dobrze wykorzystać te dwa tygodnie. Znów zacząć wcześnie wstawać i pisać, pisać, pisać!

652 – terapia borderline: milczenie

Tak czekałam na tę sesję. Miałam tyle do powiedzenia, a w gabinecie milczałam.
– Ciężko było, prawda? – zaczął terapeuta mając na myśli sytuację sprzed dwóch tygodni i moje SMS do niego.
– Bardzo ciężko… – przyznałam.
Dlaczego nie chciałam iść do szpitala? Panie M., bo nie chciałam siedzieć tam miesiąc i testować kolejne leki.
– I znów, przesadziłam z cięciem i zrobiło mi się lepiej.
– Tak, jakby odreagowała pani jakieś emocje. Ma pani pomysł, jakie?
– Kilka dni się zastanawiałam i w końcu podjęłam decyzję o rozstaniu z Mrówkiem. Wtedy wpadłam w ten stan.
– Co pani wtedy czuła?
– Z jednej strony ulgę, ale z drugiej… smutek, rozpacz, tęsknotę.
– Nie wyobraża sobie pani życia bez Mrówka.
– Nie wyobrażam…
– Mocno się pani pocięła?
– Zależy, kilka razy tak.
– I duże są blizny?
– Niektóre…
– I to się stało wtedy, kiedy pani do mnie pisała czy później?
– Wtedy.
Pan M. mówił, gdy zapytał, co o tym myślę, nie potrafiłam się ustosunkować do jego wypowiedzi.
– Bo ja wiem… może… – odparłam po chwili.
– Pani Aniu, to tak, jakby pani nie interesowało co mam do powiedzenia.
– Czuję się słabo osadzona w rzeczywistości – odparłam po dłuższym milczeniu.
– Znów zamyka się pani w swoim świecie i nie interesują pani relacje z innymi ludźmi.
Siedząc tak, tak bardzo chciałam się otworzyć. Tym bardziej, że kolejna sesja 19 października, ze względu na nasz urlop.
Ale nie potrafiłam. Obraz rozmazany, zawroty głowy, poczucie nieznośnej lekkości, słowa terapeuty docierały do mnie, jak zza światów.
To zmarnowana sesja. Jest mi jeszcze gorzej.

651 – lęk przed sesją

Jutro sesja. W końcu. Tak długo nie mogłam się jej doczekać. A teraz jedyne, co czuję, to lęk.
Boję się, że pan M. odniesie się do tych rozpaczliwych SMS, które mu wysyłałam. Że jakoś mnie skrytykuje, powie, że mam więcej do niego nie pisać. Jestem pełna obaw i lęku.
Śniła mi się dziś terapia. W gabinecie oprócz nas, byli studenci. Przyglądali się temu, co mówię, a raczej, jak milczę. Pan M. mnie krytykował za tę ciszę.
Niech już będzie jutro po sesji…