Category Archives: przemyślenia

699 – wstyd

Kilka razy próbowałam zabrać się do napisania listu do pana M. Jednak coś mnie blokuje. Coś nie pozwala mi zacząć. Czyżby był to paraliżujący wstyd?
Mam ochotę się pociąć. Wydaje mi sie, że wtedy mogłabym go napisać. Dziwne.
W maju miną cztery lata u pana M. A ja wciąż nie potrafię się otworzyć w stu procentach. Wciąż jest wiele przemilczeń, niedopowiedzeń, braków odpowiedzi.
Czy to się kiedyś zmieni?

698 – list

Wpadłam na pomysł napisania listu do pana M., w którym napisałabym wszystko to, co chciałam mu powiedzieć przez trzy i pół roku, a czego nie zrobiłam, bo lęk był zbyt duży.
Dałabym mu go do przeczytania na sesji.
A gdyby odmówił? I powiedział, żebym sama przeczytała? No właśnie. I tu pojawia się problem. Jest we mnie zbyt wiele wstydu. A wstydzę się również tego, że się wstydzę. Także ten… Wstydu jest we mnie po uszy.
Dlatego pewnie nie zdecyduję się na ten krok.

Choć z drugiej strony w sobotę przełamałam lęk i było to wspaniałe uczucie. Zrobiłam coś dobrego i pozytywnego…

692 – bezsensie, witaj

Oo, bezsens! Bezsens mnie odwiedził! Tak dawno go nie było. Miło pana widzieć, bezsensie.
Rano próbowałam pisać. Nie postawiłam ani jednej litery. Potem stwierdziłam, że poczytam. Przeczytałam dwie strony. Wstałam z łóżka z mocnym postanowieniem przepisywania Bohemy na komputerze. Skończyło się jedynie na otwarciu pliku i gapieniu w migający kursor.
Jak ja kocham ten stan! Całkowitej bezproduktywnosci. Czas leci między palcami a ja płaczę, że mam go coraz mniej.
Panie M., ratuj mnie!

691 – źle jest, smutno jest

Znowu – powiecie.
Ano znowu. Nic na to nie poradzę. Za pięć dni spotkanie, a ja że stresu dostałam okres o kilka dni za wcześnie. Od rana jestem na Lorafenie.
Czego ja się tak bardzo boję? W sumie sama nie wiem.
Ten smutek. Ten bezsens. Czy wróciły jako samospełniająca się przepowiednia?
Bo przecież podświadomie założyłam, że przed spotkaniem mi się pogorszy. Bo jakże mogłoby być inaczej?
– Ma pani pomysł skąd ten smutek? – Zapytał dziś terapeuta.
– No właśnie nie wiem…
– A co sie pani z nim kojarzy?
Pierwsze, co mi przyszło na myśl pozornie nie miało związku z tematem naszej rozmowy.
– Kiedy byłam młodsza, że wszystkiego rezygnowałam. Rodzice nie pozwalali mi wyjeżdżać np. na Woodstock. Potem już sama nie chciałam. Bałam się. Pytałam ich o zgodę i miałam nadzieję, że się nie zgodzą.
Gdy o tym mówiłam, pomyślałam sobie, że jakaś część mnie chce nie dojść na te Targi. Może stąd ten smutek? Z obawy, że mogę zasabotować własne spotkanie autorskie? Może…
Niemniej jednak jest mi tak smutno. Jest mi tak źle…

689 – byłam w ciąży!

Nie no, to był tylko sen. Pojebany sen.

Byłam w ciąży i wzięłam tabletkę wczesnoporonną. Ssałam ją w ubikacji. Nagle zaczęłam krwawić. Spanikowałam. Czyżby tabletka już zadziałała?
Poroniłam. Urodziłam sporego, martwego niemowlaka. Spojrzałam na tego zakrwawionego człowieczka ze łzami w oczach i wyszeptałam „Anulka”… To byłam ja! Urodziłam sama siebie!

Po przebudzeniu sporo na ten temat myślałam. Doszłam do wniosku, że ten niemowlak to moja twórczość. A tabletka to ten cały hejt i krytykanctwo. Jeśli będę je brać tak do siebie, stracę to, co dla mnie najcenniejsze.

687 – spotkanie

Wczorajszy dzień i wczorajsza krytyka moich książek uświadomiła mi jedno. Chyba jeszcze nie jestem gotowa na spotkanie autorskie.
Bo co, jeśli pojawi się na nim ktoś, kto podda w wątpliwość jakość moich powieści? Jeśli je skrytykuje? Przecież ja się rozpłaczę i stamtąd ucieknę.
Jestem bardzo słaba psychicznie. Nie potrafię z godnością wziąć krytyki na klatę.
Nie wiem… Nie wiem, co robić…

Muszę koniecznie poruszyć ten temat na jutrzejszej sesji.
Wysłałam wczoraj rozpaczliwego SMS do Pana M. Nie odpisał. Ostatnio pytałam, czy jest zły o te wiadomości. Powiedział, że nie. Ale to, że wczoraj nie odpisał, odebrałam jako karę za SMS w sobotę.
Czuję się taka beznadziejna…

686 – krytyka

Powinnam się już na nią uodpornić. Ale nic z tego. W dalszym ciągu krytyka sprawia, że nie chce mi sie żyć. Usłyszałam, na podstawie fragmentu, że moja powieść to szmira i jest wątpliwej jakości. Dodatkowo osoba to twierdząca ma zniechęcać do kupowania moich książek.
Powinnam to olać. A siedzę i płaczę. Napisałam kolejnego rozpaczliwego SMS do Pana M., choć przecież jest sobota i też na pewno chce odpocząć.
Cały dzisiejszy dzień spędziłam w łóżku. Nie chcąc, nie potrafiąc wstać i żyć.
Czuję, że straciłam sens życia. Że straciłam wszystko.

682 – czarna dziura

Wczoraj była czarna rozpacz. Dziś jest czarna dziura. Pustka.
Wczoraj byłam na granicy samobójstwa. Nie pamiętam, kiedy ostatnio było tak źle. Że planowałam odejść. PLANOWAŁAM.
Odkąd jestem w terapii u pana M. samobójczość zeszła do punktu, w którym nie zagrażałam bezpośrednio swojemu życiu. Owszem, pojawiały się myśli samobójcze, ale raczej bez zamiaru realizacji.
Wczoraj chciałam się unicestwić. Dziś? Dziś mnie nie ma. Nie istnieję. Nie ma emocji. Jest pustka. Czarna dziura.

680 – szósta rano

Szósta rano. A ja znów przychodzę tu, bo mi źle.
Śniło mi się, że zdiagnozowali mi ChAD, jednak rodzina nic mi o tym nie powiedziała. Ukrywali przede mną wypis i diagnozę. Dlaczego? Uważali, że tak będzie dla mnie lepiej.
Budzę się od czwartej. Co pół godziny. W końcu postanowiłam wstać. Telewizor włączony na kanale informacyjnym, a ja tępo patrzę w jaśniejące powoli okno. Pozostałe na drzewach liście koją oczy swą spokojną żółcią. Unieruchomione w bezwietrznej aurze. Pogodzone ze śmiercią – własnym losem. Niebo czerwienieje. Jak kiedyś moja skóra. Dziś bez uszkodzeń. Nie licząc tych wszystkich blizn.
Zły to czas. Złe to miejsce. W myślach zapalam znicz na własnym grobie.