Category Archives: przemyślenia

582 – kryzys

Wczoraj było źle. Mrówek sie na mnie obraził i nie odzywał do mnie.
A ja?
Siedziałam, płakałam i chciałam się pociąć. W jednej chwili cały świat stracił na znaczeniu. Wszystko stało się bezsensowne. Myślałam tylko o żyletce, a właściwie o nożyku do tapet.
Właśnie o tym pisałam ostatnio. Wystarczy niewielki impuls, żeby wszystko stanęło na głowie.

580 – żal

Patrzę na swoje ręce i jest mi siebie żal. Minęły cztery lata leczenia. Kiedy przypomnę sobie, w jakim stanie byłam w kwietniu 2014, nie mogę uwierzyć, że przeszłam taką zmianę.
Nie pocięłam się od sierpnia. Zaczynam mieć obawy. Przez 16 lat mojej autoagresywnej „kariery” jeszcze nigdy nie udało mi się wytrzymać roku. Teraz mamy osiem miesięcy. Nie chcę tego zniszczyć!
Odkąd się leczę, nie próbowałam się zabić. To jest największy sukces, gdyż ja życie kocham! Wcale nie chcę umierać. Czasem po prostu ból był nie do zniesienia. Nie widziałam innego wyjścia. Teraz je dostrzegam.
Warto się leczyć i warto spełniać swoje marzenia! Życie mamy tylko jedno. Trzeba jak najlepiej wykorzystać ten czas.

577 – pustka

Od jakiegoś czasu odczuwam tę zabójczą pustkę. Nie pustkę emocji, a pustkę myśli.
Potrafię się cieszyć, umiem smucić. Ale jestem pusta. Nie odczuwam emocji, choć czuję. Mało mówię. Mało myślę.
Chcę zacząć czuć! I cieszyć się z wiosny.

Za dwa tygodnie 31 lat…

567 – zjazd

Po kilkudniowej górce nastąpił zjazd.
Wysłałam dziś 23 e-maile z Uśpioną do różnych wydawnictw. Choć zrobiłam to bez przekonania. Przecież i tak nikt nie odpowie.
Nie potrafię myśleć optymistycznie. Ba! Nie potrafię nawet racjonalnie.
Przede mną czarna dziura. Pochłaniająca wszystko, co dobre. Wysysająca wszelkie siły. Wiedziałam, że tak będzie. Młody bóg wyciąga z szafy pętlę na szyję.

565 – wygrana

Wczoraj bardzo długo walczyłam ze sobą, żeby się nie pociąć. Nie pamiętam, kiedy ostatnio stoczyłam ze sobą tak trudną walkę.
Dwa miligramy Lorafenu bez wątpienia mi w tym pomogły.
Udało się.
Udało się stłumić myśli samobójcze, a i skóra nie ucierpiała nawet w najmniejszym stopniu.
Byłabym z siebie dumna, gdyby nie fakt, że dziś znów jest bardzo ciężko.

562 – tak leci mi czas

Ostatnio mało piszę. To dlatego, że jestem bardzo zajęta.
Przed pracą przepisuję „Uśpioną”. Po niej – czytam książki o psychopatii, przygotowując się do pisania kolejnej książki o roboczym tytule „Bestseller”. Wspominałam już o tym?
Niestrudzenie uczęszczam na terapię. W kwietniu miną trzy lata mojej współpracy z panem M.
Po tym czasie mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że zmiana terapeuty była strzałem w dziesiątkę.
Leczenie bardzo mi pomaga. Jestem coraz normalniejszą osobą. Nie okaleczam się już, nie działam autodestrukcyjnie. Kryzysy nie są już tak silne i niebezpieczne, jak kiedyś.
Chwilami odczuwam szczęście. Choć wciąż jedną noga jestem w rozpaczy lub pustce. Ale to nic. To minie. Kiedyś na pewno.
Kochani, nie bójcie się leczenia. To najlepsze, co możecie dla siebie zrobić!